#8 – „Zwiadowcy” po raz 10… I prawie po raz ostatni.

http://zwiadowcy.wydawnictwo-jaguar.pl/books10.html

Dokładnie to dzisiaj, około godziny pierwszej w nocy, skończyłem czytać 10. część „Zwiadowców Cesarz Nihon-Ja”.

Tym razem przebywamy setki kilometrów, aby uczestniczyć w wojnie domowej tytułowego państwa Nihon-Ja.  Zamieszanie zostaje wywołane przez Arisakę – jednego z możnych owego cesarstwa, który pod nieobecność władcy zaczyna rozpowiadać plotki, jakoby cesarz miał uciec z kraju. Sam buntownik postanawia go zgładzić, dzięki czemu będzie mógł zasiąść na tronie. Pech chce, że u Shigeru przebywa Horace, którego honor nie pozwala opuścić cesarza w obliczu zagrożenia… Jak to się stało, że Halt i Will znaleźli się w tym dalekim kraju? Dlaczego nie warto zaczepiać Skandian na szerokim morzu? Również dlaczego prawdopodobnie Allys i Evanlyn nigdy nie będą miały kotów? Co wspólnego ma motyl z czarnym niedźwiedziem oraz Halto-sanem? Odpowiedzi uzyskacie podczas lektury. 😉

Niekończąca się opowieść
Część 10. jest zdecydowanie najdłuższą ze wszystkich. Niemniej sam nie powiedziałbym, że najlepszą. Oczywiście, że o gustach się nie dyskutuje. Podobnie, jak w przypadku Harry’ego P., każdy z czytelników ma tę jedną z części, którą lubi najbardziej.
„Cesarz Nihon-Ja” trąci mi jednak oczywistościami. Za dużo, jak dla mnie rzecz jasna, było tam niepotrzebnych opisów, za mało dialogów. Wiadomo jakie będzie zakończenie całości… Mniej było błyskotliwych rozmów Halta z Willem, a szkoda również, że wątki dorastającej młodzieży i ich perypetie także w jakiś sposób zostały… Hmmm… zmarginalizowane.

Narzekam i narzekam. To wszystko zapewne jest spowodowane tym, że nie bardzo jest na co jeszcze czekać. „Zwiadowcy 11” z tego, co wyczytałem to zbiór luźnych opowieści, nie ciąg dalszy. Ja natomiast chciałbym czegoś więcej… Bohaterowie wkraczają w dorosłość – można zmienić styl pisania, zacząć tworzyć tę historię jakby na nowo, już z myślą o starszym czytelniku. Możliwości jest mnóstwo, niech tylko ta seria się nie kończy! Ostatnio pokochałem właśnie serie – ciągnące się, może nie w nieskończoność, ale takie, które trwają. Wiadomo, że wszystko co dobre, szybko się kończy.

Jednak jeszcze jedna uwaga do wspominanego zakończenia. Pan Flanagan w dość sprytny sposób zostawił sobie furtkę, aby móc powieść kontynuować (przynajmniej ja w to wierzę). Nie będę tu zdradzał epilogu (nie będącego epilogiem!!!), ale chciałem przeczytać w tej „Cesarzu Nihon-Ja” rozdział z kategorii „10 lat później…”. Autor tego nie robi i jakoś jestem przekonany, że celowo. Po co zamykać sobie drogę do snucia dalej tej historii, jak to w pewien sposób zrobiła Rowling z Potterem? Opowieść można przecież kontynuować… Oby!

Teraz trzeba czekać na kolejną serię. Jak głosi zapowiedź z ostatniej strony: Już w maju nowa seria Johna Flanagana o fascynujących przygodach Hala Mikkelsona i jego skandyjskich przyjaciół. Bratherband. Zatem do maja! 🙂

PS: Przy okazji można jeszcze dzisiaj głosować na Blog Roku 2011. SMS o treści B00198 na nr 7122 (1,23 zł). Zachęcam 😉