Chata – miejsce „gdzie tragedia zderza się z wiecznością”

okladka-450Ostatnio na Facebooku udostępniałem informację o zapowiadanej premierze filmu „Chata”, która ma mieć miejsce w marcu przyszłego roku. Pozwolę sobie zacytować samego siebie: Czekam na ten film i jednocześnie się go boję… Obawa wynika z tego, iż to, co zobaczę na ekranie może zburzyć moje wyobrażenie. Intersemiotyka jest w tym przypadku bardzo brutalna – moje postrzeganie „Chaty” może różnić się od wizji reżysera.

Przeszukałem również bloga,  z myślą, iż przypomnę tekst o tej książce. Bardzo się zdziwiłem, gdyż okazało się, iż takowego w ogóle nie popełniłem. Dzisiaj nadrabiam zaległości.
Chatę, autorstwa Williama P. Younga, przeczytałem ponad sześć lat temu. Mój egzemplarz nie jest już w najlepszym staniu, ponieważ komu tylko mogłem to pożyczałem. Książka zrobiła na mnie wielkie wrażenie. Dzięki niej zmieniłem swoje myślenie. Chata zajmuje wysokie miejsce w moim „Top 100 Najważniejszych Książek Życia”.

Kiedy świat się wali

Jak nazywamy dziecko, które straciło rodzica, rodziców? To sierota.
A jak nazywamy natomiast rodzica, który stracił dziecko? …  – tu zapada milczenie. Nawet język, jakikolwiek, przez setki lat swojego istnienia nie nazwał takiego stanu rzeczy, gdyż jest to tak nienaturalne, że rodzic musi pochowa c swoje dziecko. Język, dokładniej leksyka, idzie w tym przypadku w parze z naturą.
W Chacie mamy do czynienia właśnie ze stratą dziecka. Główny bohater, Mackenzi, traci swoją namłodszą córkę podczas rodzinnej wyprawy nad jezioro. W tytułowej chacie odnaleziono jedynie ślady zbrodni, wskazujące, że dziewczynka została zamordowana. Ciała brak, co nie daje spokoju rodzicom.

List od… Boga

Mijają cztery lata od tego tragicznego momentu. Mackenzi otrzymuje tajemniczy list, z zaproszeniem do owej chaty. Wszystko wskazuje, iż to sam Pan Bóg do niego napisał. Co robić? Czy odpowiedzieć na to nietypowe zaproszenie? Czy stanąć twarzą w twarz z Wielkim Smutkiem? Czy ta wyprawa przyniesie ukojenie?

Chata jest ewenementem

Dlaczego? Ponieważ odziera z wyobrażeń o Bogu. Nakazuje więc zmianę w myśleniu o tym, kim jest Bóg, jaki jest Bóg, jak wygląda. Nie chcę zdradzać w tym miejscu fabuły, ponieważ to w niej tkwi wyjątkowość Chaty. Tylko jedno pytanie (a w sumie i tak wiele zdradza) – czy do czarnoskórej kobiety bylibyście w stanie powiedzieć „Tato”?

Zachęcam do lektury. Nie tylko osoby wierzące, aczkolwiek szczególnie właśnie te, ponieważ ta książka wnosi, moim zdaniem, wiele dobrego w relację ja-Bóg!
Tyle, bo jeszcze zepsuję Wam czytanie.

Zdjęcie okładki z http://ksiazki24.blox.pl