„Samoloty”, czyli wielkie odkrycie w małym świecie

„Samoloty”, czyli wielkie odkrycie w małym świecie

S. generalnie nie ogląda filmów animowanych. Wszak wielkolud ma dopiero 33 miesiące. Niemniej, siła wyższa – na dwa filmiki dziennie zezwalamy. Najpierw było „Stacyjkowo”, obecnie uznanie zyskał „Psi Patrol”. Odkryciem ostatniego tygodnia okazały się jednak „Samoloty” – pierwszy, pełnometrażowy film, który zainteresował syna na tyle, że ten obejrzał cały! Myślę, że było warto.

Jestem fanem filmów animowanych

Nie mogę napisać, że uwielbiam bajki, ponieważ odzywa się wtedy belferska część mojej duszy. Dlatego używam terminu filmy animowane. Niemniej śledzę uważnie wszelkie nowości i jeśli tylko czas na to pozwala oglądam. Lista jest długa, ale to temat na kolejny wpis. Na teraz polecam post o „W głowie się nie mieści” <klik>.

Czym „Samoloty” zaskarbiły sobie moją sympatię?  Przede wszystkim przesłaniem, które pada na samym końcu (taka puenta – uwaga, nie morał!).  Wypowiada je Her Klekot – mały samochodzik-samolocik, jeden z sześciu, jakie są na świecie. Klekot podjeżdża do Dusty’ego i mu dziękuje, ponieważ, jest dla „nas” inspiracją. Dusty dziwi się, dlaczego ten mówi w liczbie mnogiej. „Dla nas wszystkich, którzy chcą osiągnąć więcej, niż im fabryka dała”. I wtedy mamy szeroki plan, a wokół głównego bohatera stoją wszelakiej maści maszyny – dźwig, na którego zwrócił uwagę mój Syn (bo jakże inaczej), samochody osobowe, dostawcze, samoloty pasażerskie i te mniejsze… Alegoria zwykłych ludzi, dokładnie takich, jakim był Dusty Rozpylacz – samolot rolniczy, którego zadaniem było nawożenie pól.

Ale miał marzenie i konsekwentnie je realizował, choć z górki nie było.

Opisywana scena, była tą finałową. Wcześniej także nie brakuje dobrych momentów – jak Dusty przekonuje Kapitana, weterana II wojny światowej, aby ten go trenował, jak pomaga innemu zawodnikowi, kiedy w czasie wyścigu miał awarię i mógł nawet zginąć, jak doradza El Chupacabrze w kwestiach miłosnych… Sama kwestia wspominanego Kapitana także jest ciekawa, jednak wszystkiego Wam nie zdradzę.

Dobro powraca

Samolocik rolniczy, który stanął w szranki z najlepszymi, sam ulega awarii, bardzo poważnej. Wtedy właśnie dobro powróciło do niego i może swój plan zrealizować do końca.

Samoloty a mały S.

Osobiście byłem zaskoczony, iż sam temat samolotów zainteresował S. Chociaż Młody zdradza zainteresowanie wszelką maszynerią, jak na razie prym wiodły koparki i pociągi, sporadycznie auta (jednak same „Auta” go nie zainteresowały). Bardziej niż film, patrzyłem na syna, przeżywającego kolejne sceny i komentującego je. Na drugi dzień często powracał do poszczególnych wątków – to o coś zapytał, to opowiadał. Tak po swojemu, a jednak dojrzale, jak na niespełna trzylatka.

Myślę, że stało się tak, ponieważ, po pierwsze, choć główną osią filmu jest wyścig, całość nie jest szybka, a akcja toczy się w odpowiednim tempie. Są przerwy. Fabuła, to po drugie, jest prosta, brak w niej zawiłości, nadmiernej ilości wątków. W końcu – po trzecie, występują bohaterowie, którzy nie odstraszają, nie przerażają, jak również nie są przerysowani. Nawet samolot, mający być czarnym charakterem, jest po prostu pewnym siebie gościem, chcącym wygrać turniej.

Wpis długi, więc na tym zakończę, tylko jeszcze raz polecając Wam „Samoloty”.

Info (za filmweb.pl):

„Samoloty”, 2013 (tyt. org. „Planes”)
reżyseria: Klay Hall
scenariusz: Jeffrey M. Howard
gatunek: AnimacjaFamilijnyKomediaPrzygodowy
produkcja: USA
premiera: 15 sierpnia 2013 (Polska) 5 sierpnia 2013 (świat)

Zdjęcie z disney.pl