Tata-belfer rozdarty wewnętrznie…

Tata-belfer rozdarty wewnętrznie…

Pod słowem rozdarty nie mam bynajmniej na myśli krzyku. Rozdarty, czyli z jednej strony idę już do pracy, którą lubię, choć czasem daje w kość. Wszak niosę oświaty kaganiec, niczym kamienie rzucone na szaniec (a to cytat z Słowackiego). Misja, zaangażowanie, pomysły są. Nawet odrobina chęci się znajdzie.

Z drugiej jednak strony, te kilka tygodni spędzonych z S. było naprawdę rewelacyjnych. Po prostu uwielbiam z nim być, choć… czasem daje w kość i człowiek ma ochotę uciekać. Wiem, wiem… Mam tylko (na razie!) jedno dziecko, co dopiero przy dwójce, trójce itd. Ale tak, mam czasami ochotę uciekać. Właśnie w takich momentach, kiedy patrzę na drzwi wyjściowe, myślę sobie o pracy, że w końcu nastanie wrzesień, że nie będę musiał tego i tamtego, że odpocznę.

S. wygrywa

I co? I nastał 1 września. A ja myślę, co porabia S. W dodatku to jego pierwszy dzień w przedszkolu.

Jednak w ostatecznym rozrachunku wygrywa S. Szczególnie w ostatnich dwóch tygodniach stałem się jakoś tak bardziej tkliwy i sentymentalny. Na razie zwalam wszystko na wiek – zmiana cyfry dziesiątek. Widzę, że kolejny taki czas (pierwszy to ferie zimowe), kiedy jestem z S., daje dużo. Może nie było identycznie jak zimą, kiedy byliśmy przez te kilka godzin sam na sam. Mimo to miałem dla niego więcej czasu…

Pisali to już inni ojcowie. Więc i ja napiszę, powtórzę – chcesz mieć dobrą relację z dzieckiem? To nie ma, że boli, że w ti-wi-ku leci mecz, dobry film, że chcesz wyjść, że zagryzasz wargi… Dziecko jest najważniejsze! Trzeba zagryźć zębiska i być z nim, dla niego. Cholernie to trudne, szczególnie kiedy przekopałeś pół ogrodu, przerzuciłeś 10 ton klinca albo po prostu wróciłeś z pracy naprawdę zmęczony.

Mnie nie zawsze wychodzi. Niestety, szkoła, bycie belfrem, to nierzadko robota 24h/7 dni. Poloniści nie mają tu łatwo, ale o tym innym razem. Kto chce ten uwierzy, kto nie chce, dalej będzie powtarzał medialne frazesy o 3 godzinkach pracy dziennie.

Ważne!!!

Uwaga! Wszystko ma swoje granice. Jeśli jesteś już bardzo wnerwiony/zmęczony/zrezygnowany* i czujesz, że czas, który poświęciłbyś dziecku może zakończyć się dla Was źle, odpuść. Powiedz to Żonie/partnerce. ALE! Nie wykorzystuj tego za często… Czas leci, a najlepiej to widać po dzieciach. I czasu nie da się cofnąć. Nie będę tu przytaczał historyjek o tym, jak to syn zbierał pieniądze, aby zapłacić swojemu ojcu za godzinę zabawy z nim… Każdy z nas ma rozum.

I powtórzę raz jeszcze… Nie jest łatwo! Osobiście cieszę się, że w miarę wcześnie odkrywam właściwe priorytety.

Na koniec

W przeddzień mojego ślubu, razem z moją mamą, jeszcze byliśmy u mojej siostry. Wtedy siostrzeniec miał niespełna 8 miesięcy. Kiedy już wychodziliśmy z mieszkania, siostra wzięła B. na ręce. Moja mama popatrzyła na nich i z tłumionym szlochem powiedziała, żeby się cieszyła B., bo zaraz będzie się żenił.

Moja Żona nie bardzo lubi, kiedy mówię, że S. już taki duży, że już do przedszkola. Ale jednak… Chwilo trwaj wiecznie.

PS. Czas przeznaczony na napisanie tego wpisu to czas, kiedy S. spał – nic nie straciłem. 🙂

——————————–

* Można sobie dopowiedzieć…