Podsumowanie A.D. 2016 – tata-tata

Podsumowanie A.D. 2016 – tata-tata

Jeśli rzeczywiście jest tak, jak powiedział Shakespeare, że życie to teatr, a ludzie aktorami, to bycie tatą jest najtrudniejszą rolą, którą przyszło mi zagrać.

Codzienna nauka

Dla dziecka chce się jak najlepiej. Niestety, czasami z dobroci można i kota zagłaskać na śmierć. Dlatego wszystko należy równoważyć. Nie wszystko, nie już, nie zawsze! Muszę się zastanowić, czym zastąpić „nie” w tek wyliczance! 🙂

Bycie tatą, od ponad trzech lat, to dla mnie nieustanna nauka. A że krnąbrnym uczniem jestem, różnie mi idzie. Jak w życiu – są wzloty, są upadki. Z różną częstotliwością. Są chwilę, kiedy dosłownie najlepiej włosy rwać z głowy. Są też takie, kiedy człowiek samym spojrzeniem przeniósłby Skrzyczne i masyw Klimczoka bardzo daleko – tyle ma siły.

Wspominałem o tym w zeszłym rok <klik> – od tego bodaj czasu na moim blogu pojawił się temat parentingu, że bardzo dużo mi dała „przymusowa” opieka nad S. W zeszłe ferie zimowe Żonka miała serię zabiegów. Przez dwa tygodnie synek był zmuszony do pobycia z tatusiem sam na sam, a i tatuś niejako musiał zająć się pociechą. I to nas zbliżyło! Bardzo!!!

Od tamtego czasu bardzo, ale to bardzo, cieszę się z każdej chwili, kiedy możemy z S, spędzić razem czas. No dobra! Cieszę się prawie z każdej chwili, bo są czasami takie dni, że… #@$%8&! 😉

Rodzicielstwo bliskości

Jest to pojęcie jeszcze mało mi znane, ale w swoich założeniach bardzo bliskie. Prym w naszym związku w tym temacie wiedzie Moja Wspaniała Żona, która nieustannie stosuje „Małżeństwo Bliskości”, tłumacząc mi na czym polega „Rodzicielstwo Bliskości”.

Nie jest łatwo… Człowiek, jako istota społeczna, poddana wpływom otoczenia, chłonie różne rzeczy, wzorce zachowań. Myślę, że dzieje się tak czasami nawet wbrew nam samym. I chociaż często popadam w czarną rozpacz, bo się nie udało, bo „gul” urósł, bo nie zrobiłem tego, tak jak chciałem, to jednak podskórnie dążę nieustannie do doskonałości.

Nieraz chciałbym, aby zrobił coś inaczej, „po mojemu”, wg mojego wyobrażenia. A S. ma na to swój pomysł, często ciekawszy. I co? I cieszy mnie to szalenie, że daje mi szansę zobaczenia świata, jego oczyma.

Mój cały świat

S. ma trzy lata i parę miesięcy. Jest dzieckiem pogodnym, ale jak to w pogodzie czasami bywa, chmurzy się. Lubi klocki, psy, koty oraz oglądanie bajek. Dodajmy jeszcze puzzle, odkurzanie, budowanie norek, gawry itd. Krótko: ma wszechstronne zainteresowania.

Potrafi postawić na swoim – wie czego chce. I trudno wytykać mu to albo mieć za złe. Skoro współcześnie tak wiele mówi się o asertywności, niech Młody uczy się jej za małego. Wstydzi się… Jednak kiedy przełamie już pierwsze lody jest bardzo towarzyski.

Taki o to ten mój S.

PS. Momentami ten tekst może wydawać się sztampowy, frazesowy, idealistyczny. Dodam więc tylko, iż daleko mi do ideału, jednak chcę i się uczę. Nawiązując do Shakespeare’a, powtórzę, iż bycie tatą to najtrudniejsza rola, w jaką wszedłem w życiu.