UWAGA! Tekst ten jest przepełniony frustracją! Dlatego jak masz dobry humor, nie czytaj go!

Stawiam tezę

Bardzo śmiałą tezę stawiam, chociaż nie jest ona zbytnio odkrywcza – ZAWÓD NAUCZYCIELA JEST TYLKO DLA KOBIET, które mają dużo lepiej zarabiających mężów. Niestety, rzadko się zdarza odwrotnie.

Dlaczego tak uważam?

Pieniądze

Dzisiaj nie będę dżentelmenem, który nie rozmawia o pieniądzach. Ponieważ sprawę trzeba postawić jasno i twardo – pieniądze w szkolnictwie publicznym (niepublicznym również!) są na żenującym poziomie. Na twitterze jedna osoba napisała, że lekarz-rezydent zarabia 2200 zł netto. Ktoś odpisał, że jak młody nauczyciel. Odpowiedziałem, że po 8 latach pracy (w tym 7 w szkole), z trzema dodatkami, tyle nie mam. I usłyszałem, że po 10 latach też tylu nie będę miał.

Nie chodzi o to, że rezydenci nie mają zarabiać więcej! Wręcz przeciwnie – nie tylko rezydenci (młodzi lekarze), ale także młodzi nauczyciele itd.

Mam skończone studia magisterskie i dodatkowo dwa kursy kwalifikacyjne (w sumie trzy fakultety). Żeby było jako tako „dorabiam” w LO dla dorosłych oraz biorę różne umowy zlecenie lub o dzieło. Żona pracuje! Dwie wypłaty w domu, a i tak liczymy od 1. do 1. W dodatku perspektywa nie jest obiecująca – dyplomowany z 20% dodatkiem stażowym to także nie są kokosy. Jak się nie ma dodatków to 3 tys. można nie przebić. Skąd biorą się średnie podawane przez MEN? Jak dla mnie z kosmosu?

Wygoda

Dlaczego zatem jest jak jest? Ponieważ w szkole jest bardzo mało mężczyzn. A dlaczego jest mało mężczyzn? Ponieważ są niskie zarobki. A dlaczego są niskie zarobki? Bo moim zdaniem jest mało mężczyzn. Bo z facetem inaczej się rozmawia.

A wygoda? Wyczytałem to w jakimś felietonie – nauczycielka, która przychodzi na 5 godzin do szkoły, przed ogarnie dzieci, po zdąży ugotować obiad, coś w domu zrobi, a mąż akurat wróci z pracy. Dla takiej szkoła jest naprawdę wygodnym miejscem. Wypłata miłym dodatkiem. Chociaż, obserwując nauczycielki z pracy, ten stereotyp już jest mocno nieaktualny. Ale skądś się wziął… Zresztą to właśnie od starszych nauczycieli usłyszałem dowcipy o tym, jak to mąż mówi do żony-nauczycielki: „Kochanie! To ty już idź uczyć, a ja pójdę zarabiać na rodzinę!”. W post scriptum zamieszczę kawał o Jasiu, co miał mało zarabiać.

Stereotypy

O jednym już było, który jeszcze pokutuje, że nauczycielki zarabiają na waciki. Bo jakoś się tak ukuło, że w szkolnictwo to tylko dla kobiet – że niby bardziej predestynowane za sprawą instynktu macierzyńskiego itd. Gdzieś uleciało, że wśród znanych pedagogów, całkiem liczną grupą stanowili mężczyźni. Wymienię choćby Falskiego, Korczaka lub Śliwierskiego.

Zresztą trend jest taki, aby mężczyzn zatrudniać w szkołach. Facet-nauczyciel jest kandydatem pożądanym. Tylko jak to pogodzić z zarobkami. I tu ponownie wracam do punktu pierwszego, czyli pieniędzy. „Szlachetne pobudki” do pracy w szkole to chyba za mało.

I siedzę tak sobie z tymi swoimi myślami… I gnębię nimi Żonę, bliższych znajomych… Bo naprawdę człowiek ma radość, jak w trzech latach próśb, gróźb, nauczania, uczeń jest w stanie napisać własny tekst; jak przychodzi taki mały człowieczek (jestem wysoki, więc większość populacji jest dla mnie mnie „mała”) i chwali się tym, a tym albo dusząc szloch mówi, że mu kot uciekał lub gorzej nawet. Bo człowieka podnosi na duchu, jak rodzic przychodzi i mówi, że uczeń uwielbia polski, bo pan to i to…

Szczerze – zawodowo wiedziałem na co się piszę, finansowo nie. I najbardziej boli mnie to, że w końcu przyjdzie mi ze sceny zejść, pokonanym przez system.

PS. Przyszedł tata Jasia do pośredniaka i mówi:
– Mam syna, który dużo pije. Dajcie mu jakąś pracę, to może przestanie.
– Do fabryki niech idzie.
– A ile tam zarobi?
– 2500 zł.
– To za dużo! – odpowiada ojciec. – A trochę mniej, żeby dostał?
Tu urzędniczka wymienia kolejne oferty, padają kwoty 2400, 2300, 2000.
– Za dużo, za dużo, za dużo…
W końcu pani nie wytrzymuje:
– To ile pan chce, żeby syn zarabiał?
– Tak z 1000 zł.
– Panie, to trzeba studia pedagogiczne skończyć. (Kawał był bardzo popularny z 10 lat temu, realia bądź, co bądź się zmieniły, ale przesłanie moim zdaniem nadal aktualne).