Kategoria: Przy kawie, do kawy

  • Motywująca muzyka

    Motywująca muzyka

    Ostatnio dużo słucham radia. Bardzo dużo! Ot, przy muzyce bardzo dobrze się pracuje – szczególnie robiąc remont totalny. Na temat remontu w wykonaniu polonisty może kiedyś napiszę coś więcej. Ale nie o tym dzisiaj! Bowiem wpadły mi w ucho kawałki, które niesamowicie podnoszą na duchu.

    Dzisiaj prezentuję subiektywne zestawienie motywującej muzyki.

    (więcej…)

  • Kawa i nauczyciel

    Znacie nauczyciela, który nie lubi kawy? Ja nie! 🙂 Zdradzę zatem pewną tajemnicę pokoju nauczycielskiego – od samego rana unosi się w nim aromatyczny zapach różnorodnych kaw. Myślę, że kawa to jeden z atrybutów mojego fachu.

    W kubkach, filiżankach, parzona albo rozpuszczalna, raczej słodzona (ostatnio tylko brązowym cukrem)… Niestety rzadko jest czas, aby delektować się brązowym naparem. Często więc spożywa się ją w pędzie. Osobiście przyznam, że mnie to nie przeszkadza – jestem ewenementem, który lubi zimną kawę, więc tę jedną piję nawet przez trzy godziny. Taki nawyk wyniesiony z domu.

    Lubię kawę, naprawdę lubię. Swego czasu nawet śmiałem się, że w moich żyłach nie płynie krew tylko właśnie kawa, a każda przyjmowana jej porcja jest swego rodzaju transfuzją. Ot, taka metafora.

    Na moim Instagramie zamieszczam kawowe twarze. Raz się uśmiechają, innym razem patrzą groźnie. Gorąco zachęcam do śledzenia. Teraz także na Facebooku.

    Dzisiejszy wpis dość lekki. Na rozluźnienie, przed powrotem do pracy.

  • Sala samobójców

    Naprawdę niewiele jest filmów, które wpadają, więcej, zapadają w pamięć aż tak bardzo. Nie bez przyczyny piszę to w kontekście Sali samobójców, filmu, który bez wątpienia będzie za mną “chodził” długo. Nawet bardzo długo, skoro wróciłem do tego wpisu po 4 latach.

    Historia Dominika, a może lepiej, historia rodziny Dominika, jest wstrząsająca. Kariera ojca, sukcesy matki, wybryki nastolatków (niby pełnoletnich), aż w końcu świat wirtualny… To wszystko składa się na fabułę, prowadzącą do finału, który można w sumie przewidzieć.
    Na ile wirtualny świat może nas wchłonąć? Na ile dajemy się manipulować innym? Co jest dla nas ważne, istotne? Jakimi wartościami kierujemy się w życiu? Gdzie są granice fikcji, fantazji, gdzie rzeczywistości? Czy rzeczywistość jest “rzeczywiście” taka straszna? Do czego prowadzi samotność? 
    Do tego wszystkiego dochodzą pytania o inność, własną tożsamość, tolerancję.

    Jan Komasa, reżyser i scenarzysta Sali samobójców, nie daje prostych odpowiedzi na postawione wyżej pytania. Każdy jest zmuszony odpowiedzieć sobie na nie sam. Każdy musi, po obejrzeniu tego filmu, stanąć w końcu przed pytaniem na ile świat wirtualny go wchłonął?
    Czy ta historia mogłaby się wydarzyć? Już się wydarzyła. I to nie raz, ale nie czas, miejsce, aby wspominać tych, którzy odeszli, ponieważ byli szykanowani (z różnych powodów).
    Sala samobójców nie jest z pewnością filmem dla wszystkich. Dla ludzi o słabych nerwach nie polecam. Dla tych, którzy lubią szczęśliwe zakończenia powiem tyle, że nadzieja zawieść nie może… Chociaż czasami zawodzi! Ja chciałem szczęśliwego zakończenia.
    PS: Zachwycony jestem kreacją Jakuba Girszały, który wcielił się w główną postać – Dominika, maturzysty, który zostaje wchłonięty w wirtualny świat. Zadanie, jakie postawił przed tym młodym aktorem reżyser było bardzo trudne i uważam, że wypełnione bardzo dobrze.
    W aplikacji rodzaju Second Life, spotyka on Sylwię (równie doskonała rola Romy Gąsiorowskiej), która zaprasza go do tytułowej Sali samobójców. Jednak życie to nie gra.

    Wpis powstał prawie cztery lata temu. W końcu doczekał się publikacji.

  • Co tam kryje się w główie?

    Chyba wszyscy już wiedzą, że Leonardo Di Caprio otrzymał Oskara za główną rolę męską w “Zjawie”. Osobiście jednak bardziej interesowała mnie kategoria film animowany, długometrażowy. I udało się – “W głowie się nie mieści” otrzymało statuetkę.

    Poznajcie zatem:
    Źródło

    Pięć emocji, które kierują naszym życiem, dbają o to, abyśmy pamiętali o tym, co ważne i odpowiednio reagowali na zastane sytuacje. Co jednak się stanie, kiedy w Centrali kogoś zabraknie? Czy można żyć bez Radości albo Smutku? Czy np. Strach lub Gniew może zastąpić na stanowisku Odrazę? Na te i wiele, wiele innych pytań odpowiedź znajdziecie w filmie.

    Niezwykła opowieść

    “W głowie się nie mieści” to dla mnie niezwykła opowieść. Opowieść o uczuciach, wartościach, o tym, co ważne i najważniejsze w życiu, o rodzinie, przyjaźni. To historia o dojrzewaniu i zmianach, jakie zachodzą w nas. Że nie wszystko zawsze jest jednowymiarowe, a to, co smutne czasami leczy. Jedna z ważniejszych dla mnie scen to ta, kiedy wyimaginowany przyjaciel zrozumiał, iż jego czas się skończył i trzeba odejść…

    I choć jest to film animowany, adresowany głównie do dzieci, zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Dlatego w ciągu tygodnia obejrzałem go trzy razy. A kiedy źle się poczuję, nie mam humoru, chcę jeszcze raz. Podobnie miałem w przypadku “Aut”, ale pod względem tematycznym Emocje wygrywają. 

    Co w tym jest ciekawego?

    Sam pomysł. Pokazanie jak funkcjonuje nasz umysł – pewna interpretacja, dopasowana do młodego widza. Każde nasze wspomnienie to kulka odpowiedniego koloru. Codziennie, kiedy już zasypiamy, Emocje wysyłają je do pamięci długotrwałej, gdzie są przechowywane.
    Najważniejsze wspomnienia tworzą fundament, od którego biegną połączenia do wysp. Wyspy to z kolei elementy naszej osobowości. Główna bohaterka ma ich kilka: Wyspę Wygłupów, Przyjaźni, Hokeja, Szczerości oraz Rodziny.
    Cała akcja “W głowie się nie mieści” polega na tym, iż wspomnienia tworzące fundament, razem z Radością i Smutkiem, opuszczają Centralę. Poszczególne wyspy ulegają zniszczeniu i wpadają w Otchłań Zapomnienia. Trzeba ratować osobowość Riley – 11-latki, w głowie, której jesteśmy.

    Oscar jak najbardziej zasłużony.

  • Planeta singli a… wizerunek nauczycieli

    Byłem z moją Wspaniałą Żoną na Planecie Singli. Na marginesie, moim zdaniem to bardzo dobry film – ciekawa fabuła, niezła realizacja, do tego wysoka dawka humoru. Polecam! Jak stwierdziła Żona, na taki film warto wydać te kilkanaście złotych. Jeśli się ktoś nie zgadza – trudno. De gustibus non disputandum es.

    Wizerunek nauczycieli

    Jednak nasze walentynkowe wyjście do kina skłoniło mnie do refleksji nt. wizerunku nauczycieli. Główna bohaterka Planety Singli, Ania, jest nauczycielką muzyki w szkole podstawowej. Zresztą mąż jej przyjaciółki piastuje funkcje dyrektora tejże placówki. Trzeci belfer to pan od wychowania fizycznego.

    1. Ania – niespełniony muzyk, który z takich, a nie innych powodów, nie mógł zrobić kariery. Wygląd zewnętrzny Ani jest celowo przejaskrawiony. Jednak… i to jest sedno sprawy: dlaczego padło akurat na nauczycielkę? Proszę sobie odpowiedzieć samemu.
    2. Bogdan – sfrustrowany dyrektor, który nie ma pieniędzy na nastrojenie pianina. Nie wspominam już o możliwości zakupu nowego. Kółko muzyczne musi się przenieść ze swoimi próbami do sali gimnastycznej, ponieważ szkoła boryka się z brakiem sal. Scena, w której Bogdan-dyrektor informuje o tym Anię jest bezcenna.
    3. Piotr  – wuefista, grający na saksofonie, popisujący się swoimi umiejętnościami w scenie pierwszego finału. Ponownie przebija się z jego osoby pewna nuta niespełnienia.
    Może to tylko mój, bardzo subiektywny, odbiór postaci nauczycieli w tym filmie? Jednak śmiałem się do łez, a Moja Żona zapytała tylko: Co, samo życie?
    Może jest potrzebny jakiś impuls, aby zmienić wizerunek, ten zewnętrzny, polskiego nauczyciela, nie wspomnę już o zawężeniu tego terminu do polskiego nauczyciela-faceta (coś na miarę bloga modnytata.pl/, tylko, że o belfrach)? Sprawie wizerunkowej mego fachu będę się jednak baczniej przyglądał.
    Warto odnotować – pokój nauczycielski mieli duży. 😉
  • Harry powraca!!!

    Harry Potter powraca. Jako przepracowany urzędnik Ministerstwa Magii i ojciec trójki dzieci będzie musiał zmierzyć się z duchami przeszłości. A wszystko to w 19 lat po wydarzeniach, których byliśmy świadkami w siódmym tomie przygód brytyjskiego czarodzieja. Ósma część będzie nosiła tytuł “Harry Potter i przeklęte dziecko”.

    Już teraz mogę ogłosić, iż będzie to niewątpliwie największe wydarzenie wydawnicze roku 2016. Przeciwnicy Pottera, jeśli chcą, niech dyskutują z tą opinią, ale moim zdaniem będzie to czcze gadanie. Pokolenie, które dorastało z Harrym Potterem, z pewnością sięgnie po kolejną książkę, choćby po to, aby powspominać, na chwilę wrócić do dawnych lat. Młodsi z kolei może przeczytają wszystko. Niewątpliwie będzie to hit i będzie o tym głośno!
    Z własnego, szkolnego podwórka dodam, iż Harry Potter jest nadal żywy. Może uczniowie tak tłumnie, jak to miało miejsce 15 lat temu, nie wczytują się w poszczególne części, ale raz za razem widzę na korytarzu kogoś, kto trzyma w ręku “Czarę Ognia” lub “Zakon Feniksa”. Egzemplarze są mocno zużyte, co tylko cieszy.
    I druga uwaga – w rozmowach z bibliotekarzami wychodzi, że zakup sagi “Zmierzch” był chybiony. Przeszła moda, książki leżą na półkach. Z Potterem jest inaczej – wciąż o niego pytają.

    Czekam do 31 lipca 2016 r. Niecierpliwie czekam!!!

    We’re thrilled to announce a new publishing programme from @jk_rowling #WizardingWorld: https://t.co/ffbBrlH3dz pic.twitter.com/b3Ks88WiZd

    — Pottermore (@pottermore) luty 10, 2016

  • Nobel dla Sienkiewicza (rocznica)

    110 lat temu – 10 grudnia 1905 roku – Henryk Sienkiewicz (fot.) odebrał Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury. pic.twitter.com/EOcrry0BWN

    — Historia Dyplomacji (@HistDyplomacji) grudzień 10, 2015

    ”Dopiero starając się ogarnąć cały dorobek Sienkiewicza, wtedy widzi się, jak jest olbrzymi. Jego epicki styl osiąga szczyty artyzmu. Jeśli robi on tak imponujące wrażenie na kimś, kto zna jego dzieła wyłącznie w tłumaczeniach, to jak piękne muszą być w oryginale!” – tak brzmi ostatnie zdanie wniosku o przyznanie tej zaszczytnej nagrody polskiemu twórcy.

    Bo jak nie kochać powieści Sienkiewicza? 😉

  • Paczka od Wedla dotarła

    Słodki prezent od Wedla dotarł. Przybył na tyle wczesniej, że było przy czym kibicować Polakom w starciu ze Szkotami. 🙂