Kategoria: Książka

  • Katarzyna Michalak : Gra o Ferrin

    Michalak_Gra o Ferrin_mCzytając recenzje dotyczące Gry o Ferrin, miałem wrażenie, że przede mną objawia się w całej krasie znak jing jang. Dwie siły, dwa światy, dwie moce – totalnie (wiem, że nadużywam tego słowa, ale w tym miejscu jest akurat na miejscu) różne, odmienne, wręcz skrajne. I doszedłem do wniosku, iż pisarstwo Katarzyny Michalak albo się kocha, albo nienawidzi.

    [Na marginesie: Gdybym chciał podbić poczytność tego wpisu, nadmieniłbym, iż książka powinna mieć oznaczenie +18. Ale o tym w dalszej części wpisu.]

    (więcej…)

  • Cornelia Funke : Atramentowe serce

    Atramentowe-serce-_bn36035Na odwrocie tej książki są słowa: Dobrze się zastanów, zanim zaczniesz czytać tę książkę na głos… Po lekturze Atramentowego serca, zacząłem się zastanawiać, co by było, gdyby to, co czytamy stawało się rzeczywistością, materializowało się obok nas. A przynajmniej istniałaby taka możliwość! Na myśl od razu przyszły mi grzędowiczowskiego stwory z Pana Lodowego Ogrodu, dementorzy, jak również zastępy orków, zmierzające na Helmowy Jar. Nie, nie chciałbym posiadać tak cudownego dary, jakim Cornelia Funke obdarzyła głównego bohatera – Mo.
  • Eva Ibbotson : Pies i jego chłopiec

    352x500Nigdy nie miałem psa. Jeden, jedyny raz rodzice wyrazili zgodę na czworonoga w naszym królestwie, które liczyło niecałe 50 m2. Miał to być owczarek collie. Jednak historia zakończyła się tragicznie… Po latach myślałem, że rodzice sklecili tę historyjkę, aby rakiem wycofać się ze swojej decyzji. Nie zmyślili. Niestety! Ale nie o tym… Dzisiaj o tym, że z dziećmi trzeba szczerze!!!

    (więcej…)

  • Jedyny kryminał, który polubiłem – seria “Millennium”

    Nie przepadam za kryminałami. W przeciwieństwie do większości czytających z mojej rodziny. Próbowałem przebrnąć przez powieści Chmielewskiej, a 15 lat temu przez serię “Ewa wzywa 07”. Nic z tego nie wyszło.

    Z serią Millennium zetknąłem się jeszcze za czasów pracy w empiku. Była to zmora dla każdego – książki przychodziły w zastraszającej ilości, co w połączeniu z objętością sprawiało, że nie było miejsca na nie. Ktoś wtedy rzucił, iż to całkiem dobra powieść. Ale kryminał, więc odrzuciłem na starcie.

    Dopiero w zeszłym roku, kiedy zbliżały się święta Bożego Narodzenia, zobaczyłem dwa tomy w bibliotece. Pomyślałem, iż coś trzeba czytać – wypożyczyłem.

    Źródło zdjęcia

    Trudne dobrego początki

    Rzeczywiście początki z Millennium nie należały do łatwych. Pierwszych pięćdziesiąt stron zmęczyłem, jednak akcja nabrała w pewnym momencie odpowiedniego tempa i nawet nie zauważyłem, kiedy sięgałem już po tom drugi. Nie widzę najmniejszego sensu w tym, aby opowiadać tu o fabule – jest zawiła, choć w gruncie rzeczy osnuta wokół jednego, zasadniczego wątku. 
    Głównym atutem powieści niewątpliwie są postaci. Lisbeth Salander to z pewnością jedna z ciekawszych, kobiecych kreacji literackich ostatnich lat, jak nie najciekawsza z dwóch dekad XXI wieku. Nie przypominam sobie, aby o jakiejś innej bohaterce mówiło się ostatnio tak dużo. Zdolna hakerka, outsiderka, nienawidząca mężczyzn, którzy nienawidzą kobiety. W swoim rozumieniu sprawiedliwa. Prawdopodobnie z zespołem Aspergera – nawet ten wątek jest bardzo roztrząsany.

    Mikael Blomkvist. Kiedy poznajemy tego mężczyznę, akurat ma kłopoty. Przegrywa sprawę sądową, w której został oskarżony o pomówienie znanego biznesmena. Jego gazeta – “Millennium” – popada przez to w kłopoty finansowe. Sam Blomkvist nie wie, co ze sobą zrobić. I tu z pomocą przychodzi Henrik Vanger – senior rodu Vangerów, który dla Mikaela ma intratne zlecenie. Chce, aby ten z jednej strony napisał jego biografię, a z drugiej wyjaśnił sprawę “morderstwa” Harriet Vanger (cioteczna wnuczka Henrika), którą traktował jak córkę.

    Drogi Blomkvista i Salander w końcu się krzyżują i zaczynają współpracować. Ich spotkanie na zawsze zmieni ich życie.

    Nie lubię kryminałów…

    Jak wspominałem we wstępie i teraz powtórzę – nie lubię kryminałów. Te, które przeczytałem do tej pory (zaledwie kilka), przemęczyłem. I z Millennium pewnie byłoby podobnie. A jednak pisarstwo Larssona zaskarbiło sobie czymś moje uznanie. Niebanalny pomysł, zawiła fabuła, osadzenie akcji w bardzo współczesnych czasach, a to wszystko przeplatane z polityką, finansjerą oraz dziennikarstwem “od kuchni”. Dla mnie mieszanka w sam raz – nic dodać, nic ująć. Owszem, były fragmenty, ba!, nawet całe partie tekstu, które mnie zmęczyły, które bym wyciął. Jednak to mała skaza na całości – mogę na to przymknąć oko.
    Larsson nie żyje – zmarł na serce. O zawiłościach związanych z prawami autorskimi i ewentualną kontynuacją serii nie będę pisał. Ale o 4. części owszem!
    Ta wyszła spod pióra Davida Lagercrantza – pisarza, który w swoim kraju ma dobrą opinię i cieszy się uznaniem (nie moja opinia, powtarzam za tym, co znalazłem w sieci). Osobiście przeczytałem tylko jedną jego książkę, Co nas nie zabije
    I tu nastąpiło spore zaskoczenie. W mojej opinii to, co napisał Lagercrantz jest… lepsze niż pierwsze trzy tomy. Autor kontynuacji wszedł w świat stworzony przez Larssona, lecz nie trzymał się go kurczowo. Męczące mnie w poprzednich częściach opisy zostały jakby skrócone. Akcja postępuje szybciej, a sam pomysł na fabułę nie odstępuje w niczym zamysłom z pierwowzoru. Podoba mi się, bardzo! 

    Kontrowersje

    Robiąc mały “research”;), natrafiłem na ciekawy wpis Bohaterki Realnej. Na jej blogu przeczytacie więcej o kulisach wydania Co nas nie zabije. Osobiście nie mogłem się powstrzymać, aby tej książki nie przeczytać. I choć pewne dylematy natury moralnej mną targają, nie żałuję, że to zrobiłem. Nie zasłonię się stwierdzeniem, że mnie, jako czytelnika, kulisy nie powinny interesować. Jestem wyznawcą wierności autorowi, szczególnie dobremu autorowi. Jak jednak pogodzić miłość do czytania z ową wiernością? Nie wiem… I grzesząc w tej materii dalej wyznam, iż liczę na kolejne części.
    PS. Zdjęcie zaczerpnąłem z bloga Eweliny Mierzwińskiej. Blog polecam 🙂
  • Pokolenie Harry’ego Pottera

    Harry Potter jest wiecznie żywy! – takie hasło ciśnie mi się na usta, kiedy tylko pojawia się jakakolwiek wzmianka na temat przygód młodego czarodzieja z Hogwartu. Kolejne pokolenie młodych czytelników wgłębia się w ten magiczny świat. Choć nie towarzyszą temu wielkie emocje, jakie miały miejsce 19 lat temu.

    Zdjęcie stąd

    Na tę książkę się czekało…

    W Wielkiej Brytanii Kamień Filozoficzny ukazał się 10 kwietnia 1997 r., a w Polsce 30 sierpnia 2000 r. Ja pierwszy tom “pochłonąłem” wiosną 2001 i od tego momentu datuje moją niekończącą się przygodę z czytaniem.

    Premiery kolejnych tomów stanowiły wydarzenia, o których mówiły media. Kolejki przed księgarniami, oczywiście o północy. Osobiście nie uczestniczyłem w czymś takim, ale emocje były duże. I te kilka dni wyrwanych z życiorysu, gdyż chciało się przeczytać daną część jak najszybciej. A później znowu czekanie, czekanie i… czekanie.

    Uważam, że dzięki oczekiwaniu na kolejny tom, mój odbiór Harry’ego Pottera jest inny, aniżeli moich uczniów. Człowiek bardziej przeżywał kolejne przygody, mocniej się angażował. I oczywiście szukał podobieństw wśród postaci. Harry był przecież niemal rówieśnikiem, choć w swoim świecie byłby starszy o 6 lat.

    Film, niestety, wygrywa

    W szkole podstawowej Harry Potter nie jest aż tak popularny. Uznanie zyskuje dopiero w gimnazjum. Taki wniosek wyciągam z praktyki. Jednak już wśród piątoklasistów są tacy, którzy całą serię mają za sobą.
    Niestety, co jest dużym problemem moim zdaniem, film pokonuje książkę. Powszechność Harry’ego bierze się głównie z jego adaptacji na duży ekran. Wystarczy sprawdzić czy w telewizji akurat leci jakaś część, a następnie wejść na Twittera. Zawsze pojawia się w trendach.
    Trudno zatem rozmawiać o treści książki, skoro większość jej nie zna. Jednak rozmowa z tymi, którzy przeczytali, w dodatku całą serię, to już naprawdę jest coś. Inne podejście do tematu, różna interpretacja zachowań, czasami różne emocje w stosunku do danego wydarzenia.

    Sam odkryłem dramione. To alternatywne spojrzenie na dwie postaci: Hermionę i Draco, których mogłoby połączyć głębsze uczucie. Znający temat sami przyznają, że taki mezalians byłby interesujący. Ale to już rozwinę w kolejnym wpisie.

    O czym jest Harry Potter?

    Takie pytanie zadałem uczniom. O Harrym – to najczęściej podawana odpowiedź. Ale padało też, że o przyjaźni, młodości, walce dobra ze złem. 
    A dla mnie seria książek o Harrym Potterze to opowieść o miłości. Miłości matki do dziecka, ojcowskiej, przyjacielskiej, jak również damsko-męskiej. 
    Szczerze przyznam, iż marzy mi się rozłożenie tej powieści na części pierwsze. Skąd, co się wzięło? Dlaczego akurat tak, a nie inaczej? Przeanalizowanie poszczególnych motywów literackich, zachowań postaci, symboli… Co rusz odkryć można bowiem coś nowego – niczym nieznane pokoje w Hogwarcie.
  • #12 Czytam – W świecie “Tuneli”

    Zdarza się, że marząc spoglądamy w niebo. Gdzieś wysoko próbujemy znaleźć motywację do spełnienia naszych pragnień. Rzadko się zdarza, abyśmy zaczęli… kopać. Tak jednak postępuje nasz główny bohater, Will Burrows, który ze swoim ojcem, kustoszem miejscowego muzeum, prowadzi różnego rodzaju wykopaliska. Dr Burrows pragnie spełnić swoje aspiracje naukowe i stać się kimś znaczącym w świecie. Will natomiast nie ma kolegów, w dodatku na tle innych, wyróżnia się – wyglądem przypomina albinosa. Do tego dochodzi matka, rozczarowana życiem, ciągle oglądająca telewizor oraz Rebeka – siostra głównego bohatera, która w żaden sposób nie przystaje do pozostałych członków rodziny. W sumie to tylko dzięki niej rodzina jeszcze jakoś funkcjonuje.

    Akcja książki rozkręca się na dobre, kiedy dr Burrows znika w… tunelu. Jego śladem podąża Will wraz ze swoim kolegą Chesterem. To, co ich czeka na zawsze odmieni ich życie, niewątpliwie.
    Tunele momentami nudzą. Zresztą sam początek nie jest szczególnie porywający. Czytając pierwszy tom, myślałem, że moją “podziemną przygodę” zakończę właśnie na tym jednym. Pod koniec jednak wszystko uległo zmianie.

    Nigdy nie wiesz, co jest na następnej stronie

    I to jest największy atut serii. Wartka akcja, wielowątkowość, zwroty w wydarzeniach, nie pozwalają się oderwać od czytania. Sam pomysł zresztą jest interesujący – zejście pod ziemię i to na długo. Coś podobnego ma miejsce w jednym z tomów Narnii. Poza wejściem do Morii u Tolkiena, nic innego mi nie przychodzi do głowy… A jeszcze “Metro 2033”?
    Bohaterowie Tuneli, jak dla mnie, są nietuzinkowi. Pomimo, iż są szkolnymi wyrzutkami (motyw dość popularny), mają w sobie wielką determnację do walki, zmiany zaistniałej sytuacji. Są wielobarwni oraz dynamiczni. Rozwijają się, ewoluują, ciągle przekraczając siebie.

    Finał całości jest dość zaskakujący. Przyznaję, że trochę zepsuł mi odbiór całości, jednak nie można odmówić autorom, iż mieli niebanalny pomysł. Co ważne, Tunele definitywnie się nie kończą (całość tworzy sześć części). Zresztą, gdybym sam zaczął tworzyć serię powieści, również pozostawiłbym sobie niedomkniętą furtkę, aby móc wrócić.

    Dla kogo są Tunele? Z pewnością dla osób o mocnych nerwach, gdyż momentami człowiek  dosłownie traci poczucie rzeczywistości, gdyż napięcie wzrasta z każdym słowem. Po drugie – czytelnicy wrażliwsi muszą się przygotować na bezlitosne zachowania niektórych postaci.

    Mimo to, szczerze i gorąco polecam!

  • #Czytam – Wawrzyniec Prusky

    Zdjęcie stąd
    “Jędrne kaktusy” Wawrzyńca Pruskiego to zbiór postów, pochodzących z bloga rzeczonego autora. WP w sposób niezwykle dowcipny, niemniej czasami przerażający, opisuje… życie swojej rodziny. On sam, czyli Wawrzyniec Prusky, jego żona MŻonka, Dziedzic, a wkrótce także Potomka, to główni bohaterowie. Pojawiają się również dziadkowie, znajomi itd.
    Akcja jest wartka, fabuła ciekawa, styl lekki – dobrze się czyta. Jeśli ktoś potrzebuje oderwać się na moment od rzeczywistości, niech klin klinem zabije i poczyta o rzeczywistości, ale widzianej oczyma WP. Poprawa humoru gwarantowana.
    Zdjęcie stąd
    Jędrne kaktusy czytałem o tyle chętniej, iż jestem w identycznej sytuacji – również mam dwuletniego synka i każdego dnia odkrywam tajemniczy świat bycia tatą. Niemniej, to wielki minus książki (chociaż może nie taki wielki znowu) – człowiek to sobie myśli, że taki wyjątkowy jest, oryginalny żywot prowadzi, ma takie niebanalne poczucie humoru, aż tu nagle się okazuje, że Prusky to już wszystko opisał. Bardzo wiele sytuacji z własnego życia mógłbym dopasować do wydarzeń z biografii Wawrzyńca. Niemniej czyni to bloga/książkę o tyle ciekawszą.
    Warto nadmienić, iż w 2005 roku blog WP wygrał konkurs na Bloga Roku 2005, w kategorii Męski punkt widzenia.
    Polecam.
    PS: Post rozpoczynałem pisać, kiedy czytałem Jędrne kaktusy. Dzisiaj mam już za sobą drugą część pt. Balladę o chaosiku. Także polecam.

  • #12 – Mroczna materia… nudy!

    W pierwszej kolejności widziałem Złoty kompas. Film wzbudził, a i owszem, moje zainteresowanie, chociaż w tendencyjny sposób starano się w nim ośmieszyć(?), wykpić(?), zniszczyć(?), pokazać kłamstwo ?) Kościoła – może ogólniej chrześcijaństwa. Sama koncepcja ludzi i ich dajmonów, magicznego pyłu i wędrówki między światami wydała się jednak na tyle interesująca, że postanowiłem sięgnąć po pierwowzór literacki. Mroczne materie to trylogia – kolejne części: Złoty kompas, Magiczny nóż oraz Bursztynowa luneta.

    “Mroczne materie to najsłynniejsza, obok Władcy Pierścieni, trylogia fantastyczna XX wieku, zawierająca odniesienia do Raju utraconego Miltona, Odysei Homera i poezji Wiliama Blake’a. Akcja trzech tomów rozgrywa się w kilku światach równoległych. Nie ma tu Boga, ani Stwórcy, jest tylko Autorytet, pierwszy anioł skondensowany z tajemniczego, wirującego w powietrzu Pyłu, czyli uświadomionej materii. Przez te miejsca wędruje para bohaterów – Lyra, „nowa Ewa”, która wdaje się w walkę z Kościołem zła, by uwolnić ludzkość od trwającego od wieków zniewolenia, oraz jej towarzysz Will chłopiec z ziemskiej Anglii, posiadacz magicznego noża. Wielką misję obalenia Królestwa Niebieskiego i zastąpienia go republiką, starają się udaremnić agenci religii, dla których zabicie Lyry to zadanie święte. “

    Taki opis fabuły znajdziemy na okładce. Czy rzeczywiście Mroczne materie są drugie po Władcy Pierścieni? Uważam, że nawet nie znajdują się w pierwszej 10. Chociaż jest to moja subiektywna opinia.

    Przyznaję szczerze, iż pierwszych dwóch tomów nie czytałem. Pierwszego nie chciałem, gdyż oglądałem film, drugiego nie zdobyłem. Do rąk wpadł akurat trzeci… Przemęczyłem go – dokładnie takich słów mogę użyć. Z powieści wyrzuciłbym całe rozdziały.
    Oczywiście czytałem polskie tłumaczenie – nie znam oryginału. Niemniej stwierdzenie “I tak dalej…” w dużym stopniu psuje mój odbiór treści (chociaż sam używam, ale w mowie!).

    Mam wrażenie i raczej nie mylę się, iż trylogia Pullmana została stworzona do walki z Kościołem. Lyra – nowa Ewa, kolejne kuszenie, Magisterium, Kościół – słownictwo na potęgę używane w powieści, odnosi czytelnika do jednej rzeczywistości, a mianowicie do chrześcijaństwa. Ekranizacja Złotego kompasu doskonale w ten trend się wpasowała. Próba ośmieszenia Kościoła, jakakolwiek dewaluacja chrześcijaństwa w wydaniu Pullmana, urasta jednak do rangi groteski. Autor miał “jakiś” pomysł, ale sam koncept przerósł pisarza. Dla mnie kwestia nie została rozwiązana… Metatron został zepchnięty w otchłań, niejasne są okoliczności pokonania Autorytetu. Pullman nie tworzy nowego mitu o stworzeniu świata, człowieka, nie tłumaczy zjawisk. Od powieści o charakterze polemicznym z pewną, ściśle określoną doktryną, ideą, światopoglądem, oczekiwałbym właśnie nowego spojrzenia na świat. Ewentualnie zaprezentowanie zgrabnej syntezy naukowych doniesień obalających chrześcijaństwo, zamkniętych w fantastycznym świecie. Do tego jeszcze wartka akcja, ciekawa fabuła, wyraziste postaci… – tego w Mrocznych materiach nie znalazłem.

    Nie polecam! Szkoda czasu.

  • #11 – Maja Lidia Kossakowska “Siewca wiatru” – inne spojrzenie na świat aniołów.

    Aż nie mogę uwierzyć, że nie wspomniałem nic o Siewcy wiatru Mai Lidii Kossakowskiej.

    O samej autorce wiedziałem tyle, że pisze książki – sam układałem poszczególne tytuły na półkach, kiedy jeszcze pracowałem w “księgarni” (cudzysłów uzasadniony z pewnych powodów, ale o tym nie dzisiaj). I tyle! Po Siewcę… sięgnąłem z braku laku, po prostu nie miałem co czytać. Książka leżała na półce długo, następnie przeszedłem przez 30 stron, później znowu półka, aż w końcu… Dałem się ponieść i wszedłem w świat anielskich intryg.

    Rzecz dzieje się w niebie. Którym dokładnie nie wiem. Bohaterami są aniołowie różnego szczebla, przynależności chóralnej, funkcji itd. Główną postacią jest Daimon Frey, który ratuje Królestwo przed armią  Cienia, jednak czyni to w sposób niegodny – kradnie Bogu klucz do różnych wymiarów. Zostaje za to ukarany i zgładzony, jednak Bóg wskrzesza go i czyni Jego wybranym. Ma m.in. możliwość burzenia światów…

    Streścić wszystkich intryg, jakie mają miejsce w niebie, nie potrafię. Nawet nie byłbym w stanie. Kossakowska bowiem pokazuje nam anielski świat, jako miejsce bardzo… ludzkie. Owe intrygi, układy polityczne, egoizm, żądza władzy, lekkie obyczaje, ale również dobro, chęć służby, piękno, honor – wszystko to jest tam obecne, jako i na ziemskim padole. Aniołowie oddają się “cielesnym” uciechą, “zakochują”… A do tego wszystkiego… Bóg odchodzi! Zarządcy niebieskiej krainy, czyli Archaniołowie, próbują utrzymać tę wiadomość w tajemnicy przed wszystkimi. W dodatku Cień powraca…. Reszta w książce.

    Świat Siewcy…

    Kossakowska odchodzi od powszechnego rozumienia świata aniołów. To w tej książce jest najlepsze. Zderzam się bowiem z własnym wyobrażeniem nieba, z wyobrażeniem przekazanym mi przez Kościół i całkowicie subiektywną kreacją. Ktoś powie, że to obrazoburcze, że tak nie można… Nie zgadzam się! Pewne elementy posłużyły za kanwę do stworzenia całkiem niezłej fabuły. Nastąpiła psychologizacja aniołów. Suma sumarum otrzymały one wolną wolą, podobnie jak ludzie.

    Nie można tej książki czytać przez pryzmat wiary, chociaż można coś z niej wyciągnąć dla jej umocnienia. Choćby to zestawienie człowiek-anioł – co Bóg dał nam, ludziom, a czego nie dał aniołom?

    W końcu, podoba mi się samo budowanie intryg, politykierstwo. Jak autorka sama się w tym nie pogubiła? Nie wiem i mogę tylko się domyślać. Kolejna sprawa to styl – momentami śmiałem się bardzo głośno. Przecież aniołowie mówią do siebie prostu i zrozumiale, a w dodatku, kiedy są kumplami… potocznie. Pewnych sformułowań nigdy nie włożyłbym w anielskie usta, ale to już problem mojej wyobraźni.

    Książka bardzo przypadła mi do gustu. Polecam wszystkim fanom fantasy, chociaż nie tylko… Ludzi wiary przestrzegam – podejdźcie do tej pozycji nie z pozycji wiary!

    Pozdrawiam,

    Grafika ze strony wydawnictwa https://fabrykaslow.com.pl/ksiazki.php?id=49#searchkk

  • #10 – “Wyrzutki” Flanagana całkiem, całkiem

    #10 – “Wyrzutki” Flanagana całkiem, całkiem

    O Zwiadowcach Flanagana pisałem nie raz. Seria raczej dla młodszego czytelnika, jednak jeśli jakiś starszy chciałby przeczytać coś lżejszego, gorąco polecam. 10 tomów niezwykłej przygody Willa i jego towarzyszy skutecznie i przyjemnie zajmie czas.

    Co jednak później? Jest jeszcze 11. tom, którego jeszcze nie przeczytałem, lecz z pewnością to tylko kwestia czasu.

    John Flanagan, autor wspominanych Zwiadowców, nie zostawił jednak swoich fanów sierotami. “Wyrzutki” to tytuł pierwszego tomu kolejnej serii – Drużyny. Nie miejsce i czas, aby teraz streszczać książkę. Krótko tylko o wrażeniach.

    (więcej…)