#3 – Kolejna książka przeczytana… Szymon Hołownia, „Bóg. Życie i twórczość”

Jaka była ta książka? Jaka jest? O czym traktuje? Jak się ją czytało? Niemalże standardowe pytania, które warto sobie zadać przy lekturze każdej pozycji. Niemniej Bóg. Życie i twórczość to trochę inna książka, jej się nie czyta do poduchy, choć właśnie przed zaśnięciem ją zwyczajowo czytałem… Ale nie na raz!

Książkę oczywiście nabyłem zaraz po ukazaniu się jej. Musiałem, po prostu musiałem… Tematyka jest mi bardzo bliska ze względu na zainteresowania, a spojrzenie red. Hołowni wnosi w moje spoglądanie „na te sprawy niebieskie” świeżość. Pana Szymona czytam, ponieważ ten styl, ta konwencja odpowiada mi… Gdzieś już pisałem, że trochę zazdroszczę mu pomysłów na książki, a nie powiem – podobne i w mojej głowie się zrodziły… Ja jednak nie piszę. Jeszcze! 😉

Ad rem. Początkowo Bóg. Życie i twórczość mnie nużyły… Śmiertelnie niemalże, były dla mnie swoistą czytelniczą męką. Być może właśnie dlatego czytałem to przeszło 6 miesięcy. Zabrakło mi owej świeżości, owego nowego spojrzenia, którym się przecież zachwycałem, kiedy pochłaniałem wręcz Kościół dla średniozaawansowanych, Tabletki z krzyżykiem czy Monopol na zbawienie. Brakowało tego, z czym się spotykam, czytając felietony pana Hołowni na portalu „Newsweeka”. Krótko – wiało nudą…

Ale przeczytać trzeba! Tak już mam, że raczej kończę książki, które kiedyś zacząłem (a że od każdej reguły jest wyjątek, Lalki Prusa jeszcze nie przeczytałem i po dwóch próbach zaniechałem tego).

I właśnie wczoraj, kiedy doszedłem do ostatnich rozdziałów Boga…, chyba w końcu zrozumiałem. Aż się chce za Sokratesem zawołać Scio me nihil scire, czyli Wiem, że nic nie wiem… 

Pan Szymon Hołownia zrobił rzecz absolutnie fenomenalną, jak dla mnie. Zebrał w jednej książce to, co o Bogu powiedziano. I jednocześnie czytelnika, który z kolei brał tę książkę z myślą, że już teraz posiądzie wszelką wiedzę nt. Boga, uderzył w potylicę, jakby chciał mu zakomunikować Głupcze! Jego nie da się pojąć… Podobne zdanie pojawia się w książce, iż jakbyśmy pojęli Boga, On nie byłby już Bogiem. I racja!

Kiedy doczytałem ostatnią stronę zrozumiałem, iż to, co w niej jest napisane, to tylko lekki powiew tego, kim naprawdę jest Bóg. I red. Hołownia mówi o tym od początku, pokazując tylko pewne ślady, mające zaprowadzić nas „na kolana”, aby… Aby wejść w relację!

Natomiast patrząc od strony zawodowej, pan Szymon Hołownia w swojej twórczości dojrzał. Styl pisania, dalej lekki, dowcipny, mimo to inny. Właśnie – w mojej opinii dojrzalszy!

Dzisiaj w Kościele katolickim jest Uroczystość Trójcy Świętej. Miałem ubaw na homilii, kiedy ksiądz niemalże cytował słowa z Boga… – to dziwne uczucie, że przecież gdzieś to już słyszałem/czytałem… Pewności nie mam czy na pewno opierał się na tej pozycji, jednak… Pewne podobieństwa dostrzegłem.

Może zdradziłem w tym wpisie coś, czego nie powinienem pisać, aby inni również mieli frajdę z uświadomienia sobie, jak bardzo jesteśmy nieświadomi. Niemniej, polecam książkę!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *