Blog

  • Kawa i nauczyciel

    Znacie nauczyciela, który nie lubi kawy? Ja nie! 🙂 Zdradzę zatem pewną tajemnicę pokoju nauczycielskiego – od samego rana unosi się w nim aromatyczny zapach różnorodnych kaw. Myślę, że kawa to jeden z atrybutów mojego fachu.

    W kubkach, filiżankach, parzona albo rozpuszczalna, raczej słodzona (ostatnio tylko brązowym cukrem)… Niestety rzadko jest czas, aby delektować się brązowym naparem. Często więc spożywa się ją w pędzie. Osobiście przyznam, że mnie to nie przeszkadza – jestem ewenementem, który lubi zimną kawę, więc tę jedną piję nawet przez trzy godziny. Taki nawyk wyniesiony z domu.

    Lubię kawę, naprawdę lubię. Swego czasu nawet śmiałem się, że w moich żyłach nie płynie krew tylko właśnie kawa, a każda przyjmowana jej porcja jest swego rodzaju transfuzją. Ot, taka metafora.

    Na moim Instagramie zamieszczam kawowe twarze. Raz się uśmiechają, innym razem patrzą groźnie. Gorąco zachęcam do śledzenia. Teraz także na Facebooku.

    Dzisiejszy wpis dość lekki. Na rozluźnienie, przed powrotem do pracy.

  • Pokolenie Harry’ego Pottera

    Harry Potter jest wiecznie żywy! – takie hasło ciśnie mi się na usta, kiedy tylko pojawia się jakakolwiek wzmianka na temat przygód młodego czarodzieja z Hogwartu. Kolejne pokolenie młodych czytelników wgłębia się w ten magiczny świat. Choć nie towarzyszą temu wielkie emocje, jakie miały miejsce 19 lat temu.

    Zdjęcie stąd

    Na tę książkę się czekało…

    W Wielkiej Brytanii Kamień Filozoficzny ukazał się 10 kwietnia 1997 r., a w Polsce 30 sierpnia 2000 r. Ja pierwszy tom “pochłonąłem” wiosną 2001 i od tego momentu datuje moją niekończącą się przygodę z czytaniem.

    Premiery kolejnych tomów stanowiły wydarzenia, o których mówiły media. Kolejki przed księgarniami, oczywiście o północy. Osobiście nie uczestniczyłem w czymś takim, ale emocje były duże. I te kilka dni wyrwanych z życiorysu, gdyż chciało się przeczytać daną część jak najszybciej. A później znowu czekanie, czekanie i… czekanie.

    Uważam, że dzięki oczekiwaniu na kolejny tom, mój odbiór Harry’ego Pottera jest inny, aniżeli moich uczniów. Człowiek bardziej przeżywał kolejne przygody, mocniej się angażował. I oczywiście szukał podobieństw wśród postaci. Harry był przecież niemal rówieśnikiem, choć w swoim świecie byłby starszy o 6 lat.

    Film, niestety, wygrywa

    W szkole podstawowej Harry Potter nie jest aż tak popularny. Uznanie zyskuje dopiero w gimnazjum. Taki wniosek wyciągam z praktyki. Jednak już wśród piątoklasistów są tacy, którzy całą serię mają za sobą.
    Niestety, co jest dużym problemem moim zdaniem, film pokonuje książkę. Powszechność Harry’ego bierze się głównie z jego adaptacji na duży ekran. Wystarczy sprawdzić czy w telewizji akurat leci jakaś część, a następnie wejść na Twittera. Zawsze pojawia się w trendach.
    Trudno zatem rozmawiać o treści książki, skoro większość jej nie zna. Jednak rozmowa z tymi, którzy przeczytali, w dodatku całą serię, to już naprawdę jest coś. Inne podejście do tematu, różna interpretacja zachowań, czasami różne emocje w stosunku do danego wydarzenia.

    Sam odkryłem dramione. To alternatywne spojrzenie na dwie postaci: Hermionę i Draco, których mogłoby połączyć głębsze uczucie. Znający temat sami przyznają, że taki mezalians byłby interesujący. Ale to już rozwinę w kolejnym wpisie.

    O czym jest Harry Potter?

    Takie pytanie zadałem uczniom. O Harrym – to najczęściej podawana odpowiedź. Ale padało też, że o przyjaźni, młodości, walce dobra ze złem. 
    A dla mnie seria książek o Harrym Potterze to opowieść o miłości. Miłości matki do dziecka, ojcowskiej, przyjacielskiej, jak również damsko-męskiej. 
    Szczerze przyznam, iż marzy mi się rozłożenie tej powieści na części pierwsze. Skąd, co się wzięło? Dlaczego akurat tak, a nie inaczej? Przeanalizowanie poszczególnych motywów literackich, zachowań postaci, symboli… Co rusz odkryć można bowiem coś nowego – niczym nieznane pokoje w Hogwarcie.
  • Bania i jej etymologia

    Do tego wpisu zainspirowała mnie Paulina Mikuła, twórczyni kanału na YouTube Mówiąc inaczej. W udzielonym dla weekend.gazeta.pl wywiadzie Rzuciła pracę, żeby uczyć języka polskiego. Dziś jej lekcje śledzi prawie 190 tysięcy Polaków powiedziała, że wiele zagadnień dotyczących języka polskiego jest bardzo interesujących.

    Tym bardziej że wiele spośród zagadnień językowych to naprawdę bardzo interesujący temat!
    Co na przykład?– Etymologia związków frazeologicznych! Dlaczego mówimy, że ktoś jest sam jak palec, skoro palców mamy dużo?
    Etymologia słów w ogóle! To, że kiedyś dane słowa znaczyły co innego. Na przykład słowo „ciekawy” dawniej oznaczało „szybko biegnący”. Ale w związku z tym, że przy interesujących rzeczach czas szybko biegł, to zastosowaliśmy pewnego rodzaju przesunięcie i „ciekawe” stały się rzeczy, zjawiska itp.

    I zgadzam się z nią! 🙂 Uważam, że etymologia, słowotwórstwo oraz zagadnienia dotyczące poprawności to te części języka polskiego, które bardzo, nawet bardzo bardzo interesują przeciętnego Polaka. Dlatego od dzisiaj będzie tego więcej i u mnie. 😉

    Co to jest etymologia?

    Wg sjp.pwn.pl to pochodzenie wyrazu lub badanie pochodzenia wyrazu. Najprościej – skąd się dane słowo albo wyrażenie wzięło.
    Zatem do dzieła – badajmy!

    Sranie w banie!

    Zacznę mocno. Mam nadzieję, że Paulina nie obrazi się, że wspominam ją przy okazji takiego wyrażenia. (O ile w ogóle go dostrzeże!)

    Sranie w banie to inaczej mówienie głupot, bzdur. Uwaga, wyrażenie jest uznawane za wulgarne. Delikatniej możemy powiedzieć baju baju.

    Skąd to się jednak wzięło? Bania to dynia – regionalizm śląski. Oczywiście są jeszcze inne znaczenia tego słowa. Dlaczego jednak ktoś ma załatwiać się do dyni? “Dobry” człowiek, jak chciał zrobić przysługę swojemu sąsiadowi, zrobił, co miał zrobić do dyni, a ta sobie dalej rosła. Aż miło było patrzeć, z tym, że na patrzeniu się kończyło. Kiedy wyrośnięty okaz otwarto, delikatnie rzecz ujmując, nie nadawała się do spożycia. Chociaż wyglądała dorodnie.

    Wyrażenie doczekało się nawet demotywatora.

    Źródło
  • Wielka i mała litera w rzeczownikach

    pixabay.com

    Temat jest prosty. Praktyka pokazuje, że uczniowie akurat z tym zagadnieniem nie mają większych problemów.

    Rzeczowniki możemy podzielić na:

    • własne – nazwy własne, np. Europa, Aleksander, Rzeszów, Polska,
    • pospolite – ogólna nazwa, np. kontynent, imię/chłopak, miast, kraj.
    Byliśmy nad Morzem Bałtyckim. Byliśmy nad morzem Bałtyk. – te dwa zdania znaczą to samo. Pisownia nazwy morza jest jednak inna. Dlaczego? W pierwszym przypadku za nazwę przyjmujemy dwa słowa. W drugim natomiast nazwą własną jest tylko Bałtyk. Równie dobrze powiemy, że byliśmy nad Bałtykiem.

    Nazwy mieszkańców

    Oprócz nazw mieszkańców miast i wsi, pozostałe (mieszkańcy kontynentów, krajów, regionów) zapisujemy wielką literą, np. Afrykańczyk, Polak, Mazowszanin.
    Próbowałem doszukać się uzasadnienia dlaczego spod tej reguły wyjęto mieszkańców miast/wsi? Konkretnego uzasadnienia nie znalazłem. Redakcja Poradni Językowej PWN, w odpowiedzi z 17 stycznia 2012 r. dotyczącej tej kwestii pisze: 

    Warto zauważyć, że nazwy mieszkańców nie są właściwie nazwami własnymi (nie mają jednostkowej referencji), zatem pisanie ich wielkimi literami nie jest samo przez się oczywiste. Można się dziwić, że piszemy pekińczyk, nie Pekińczyk, ale równie dobrze można się dziwić, że piszemy Chińczyk, a nie chińczyk (jak po rosyjsku). (na stronie Poradni

    Jednostkowa referencja – wyrazy posiadają tylko jeden derywat, czyli wyraz pochodny.

    W rewolucyjne zmiany  polskiej ortografii nie wierzę. Myślę jednak, że ta jedna kwestia zostanie uproszczona. Kiedyś…

  • Pisownia wyrazów z Ó i U

    Kto z nas nie cierpiał przez ortografię? Kto nie narzekał? Kto nie zastanawiał się nad jej sensem? 🙂
    Myślę, że warto sobie nieco odświeżyć pamięć.

    Pisownia wyrazów z ó i u

    U piszemy:

    a) w zakończeniach rzeczowników:

    -un, opiekun,
    -unek, podarunek,
    -uchna, córuchna,
    -uszka, poduszka,
    -uszek, garnuszek
    -uch, leniuch,
    -us, całus,
    -usia, kawusia.

    Są to głównie zdrobnienia. Skojarzmy więc zdrobnienie z czymś miłym, a U z uśmiechem. 🙂

    b) sławne -uje się nie kreskuje (także -ujesz i uje);
    c) zawsze na końcu wyrazu.

    Ó piszemy:

    a) gdy w odmianie albo wyrazach pokrewnych wymienia się na -e, -a lub -o;
    b) w przyrostkach ów, -ówna, -ówka;
    c) a początku wyrazów ósemka, ósmy, ów, ówczesny, ówdzie;
    Wyjątki: skuwka, okuwka, zakuwka, podkuwkaprzesuwka, wsuwka.
    d) nigdy nie występuje na końcu.
    Ktoś pamiętał te zasady?
  • Facet w szkole

    Facet w szkole

    Dlaczego taki wpis?

    Po pierwsze jest Międzynarodowy Dzień Mężczyzny.
    Po drugie ostatnio z szóstoklasistami omawiałem “Sposób na Alcybiadesa”. Przy tej okazji zaproponowałem, aby uczniowie wypełnili Kwestionariusz Ulubionego Goga. Ku mojemu zaskoczeniu aż 3/4 wybrała nauczyciela. Nie nauczycielkę, chociaż nasze grono w 3/4 składa się z pań.
    I po trzecie – już we wpisie o “Planecie singli” temat faceta-nauczyciela zaświtał mi w głowie.

    Facet-nauczyciel

    Swego czasu usłyszałem, iż jeśli mężczyzna zostaje nauczycielem to albo jest społecznikiem, albo nieudacznikiem, któremu nie udało się założyć własnej firmy. Pogląd z pewnością krzywdzący, ale jakże powszechny, choć stereotypowy. Jednak tym stereotypom się przyjrzyjmy.
    Mężczyzna-belfer to najczęściej wuefista. Zdarzają się oczywiście matematycy, fizycy, poloniści, historycy oraz nauczyciele języków obcych. W swojej karierze uczniowskiej, jak również nauczycielskiej spotkałem jeszcze muzyka. Nigdy jednak nie zetknąłem się z panem od biologii. Z pewnością i taki się znajdzie, lecz to mniejszość.
    Są to panowie albo przesadnie dbający o swój wygląd – marynarka, garnitur itd., albo wręcz przeciwnie – naciągnięty sweterek, wytarte sztruksy i oczywiście welury.

    Rzecz jasna w dalszym ciągu operujemy stereotypami. Chociaż sam w szkole spotkałem takowych nauczycieli, dzisiaj to już naprawdę rzadkość. Próbując sobie kogoś takiego przypomnieć, nie umiem.

    Czy mężczyźni-nauczyciele są potrzebni w szkole?

    Trudno, abym udzielił odpowiedzi innej niż twierdząca. Powiem więcej – mężczyzn w szkole jest stanowczo za mało. W technikach i szkołach zawodowych jest ich z pewnością więcej. Jednak im niżej, tym mniej. Badań nie przeprowadzałem, ale szacuję, iż średnio mężczyźni stanowią 30 % rad pedagogicznych. I czuję, że wynik ten jest zawyżony.

    Tak jak w rodzinie potrzebni są mama i tata, tak również w szkole potrzebne są wzorce kobiece i męskie. Dla równowagi. Dla mnie ważnym argumentem jest także to, że w szkołach są… chłopcy. Więc choćby dla ich komfortu psychicznego warto zatrudniać mężczyzn.

    Temat mężczyzn w szkole czasami wypłynie, jednak specjalnie nie był nagłaśniany. Dlaczego? Myślę, że społeczeństwo polskie jest w tej kwestii jeszcze mocno tradycyjne. Po drugie, tutaj także moje własne przemyślenia, brak większej ilości mężczyzn w szkole jest na rękę rządzącym. Nie ma co ukrywać, iż z facetem rozmawia się inaczej. Dodajmy do tego kwestię zarobków i już na głowie MEN (cóż za męski skrót!) miałoby dwa problemy więcej. Proszę zauważyć, iż na czele dwóch największych nauczycielskich związków zawodowych stoją właśnie mężczyźni. I rozmowy z nimi nie zawsze należą do łatwych.

    Pan w szkole

    Przeszukiwałem internet, aby coś znaleźć na zadany temat. Za wiele tego nie było. Najciekawsze artykuły to:
    Tyle! Zachęcam do komentowania.
  • Inaczej słyszymy, inaczej piszemy…

    Wbrew pozorom w języku polskim, jak np. w angielskim, niektóre słowa inaczej się wymawia, a inaczej pisze.

    Słowo ważka – w wymowie wyraźnie słyszymy [sz]. Dzieje się tak, ponieważ po ż jest jest głoska bezdźwięczna i wpływa na poprzednią. To zjawisko nazywamy ubezdźwięcznieniem (desonoryzacja).

    Jak więc w końcu to się pisze?

    Najłatwiej jest sprawdzić w słowniku. Jeśli jednak nie mamy akurat go pod ręką (a telefon nam się rozładował) dobrym sposobem będzie utworzenie od danego słowa wyrazów pokrewnych (takich o podobnym brzmieniu, ale odmiennym znaczeniu). 
    Np. ważkaważki (dalej słyszymy [sz]), ważek (tu już wyraźnie brzmi [ż]).

    Istnieje zasada dla rzeczowników zakończonych na -dztwo i -ctwo.

    1. -dztwo piszemy, kiedy w wyrazach pokrewnych dz wymienia się na d, dź, dzi,
      jeździectwo – jeździec, jeździć, jazda.
    2. -ctwo pieszmy, kiedy w wyrazach pokrewnych c wymienia się na cz, ci, k lub t,
      ptactwo – ptaki, ptaszki.
    PS. A najważniejsza zasada polonistyczna brzmi: Jeśli nie wiesz, jak coś napisać, napisz to inaczej, ale poprawnie!
  • #Memy – Dzień Kobiet

    Z przymrużeniem oka 😉

  • Sala samobójców

    Naprawdę niewiele jest filmów, które wpadają, więcej, zapadają w pamięć aż tak bardzo. Nie bez przyczyny piszę to w kontekście Sali samobójców, filmu, który bez wątpienia będzie za mną “chodził” długo. Nawet bardzo długo, skoro wróciłem do tego wpisu po 4 latach.

    Historia Dominika, a może lepiej, historia rodziny Dominika, jest wstrząsająca. Kariera ojca, sukcesy matki, wybryki nastolatków (niby pełnoletnich), aż w końcu świat wirtualny… To wszystko składa się na fabułę, prowadzącą do finału, który można w sumie przewidzieć.
    Na ile wirtualny świat może nas wchłonąć? Na ile dajemy się manipulować innym? Co jest dla nas ważne, istotne? Jakimi wartościami kierujemy się w życiu? Gdzie są granice fikcji, fantazji, gdzie rzeczywistości? Czy rzeczywistość jest “rzeczywiście” taka straszna? Do czego prowadzi samotność? 
    Do tego wszystkiego dochodzą pytania o inność, własną tożsamość, tolerancję.

    Jan Komasa, reżyser i scenarzysta Sali samobójców, nie daje prostych odpowiedzi na postawione wyżej pytania. Każdy jest zmuszony odpowiedzieć sobie na nie sam. Każdy musi, po obejrzeniu tego filmu, stanąć w końcu przed pytaniem na ile świat wirtualny go wchłonął?
    Czy ta historia mogłaby się wydarzyć? Już się wydarzyła. I to nie raz, ale nie czas, miejsce, aby wspominać tych, którzy odeszli, ponieważ byli szykanowani (z różnych powodów).
    Sala samobójców nie jest z pewnością filmem dla wszystkich. Dla ludzi o słabych nerwach nie polecam. Dla tych, którzy lubią szczęśliwe zakończenia powiem tyle, że nadzieja zawieść nie może… Chociaż czasami zawodzi! Ja chciałem szczęśliwego zakończenia.
    PS: Zachwycony jestem kreacją Jakuba Girszały, który wcielił się w główną postać – Dominika, maturzysty, który zostaje wchłonięty w wirtualny świat. Zadanie, jakie postawił przed tym młodym aktorem reżyser było bardzo trudne i uważam, że wypełnione bardzo dobrze.
    W aplikacji rodzaju Second Life, spotyka on Sylwię (równie doskonała rola Romy Gąsiorowskiej), która zaprasza go do tytułowej Sali samobójców. Jednak życie to nie gra.

    Wpis powstał prawie cztery lata temu. W końcu doczekał się publikacji.