Dzisiaj, 30 listopada 2016 r., Ministerstwo Edukacji Narodowej opublikowało (wcześniej prezentując – TVP Info jakoś nie pokusiło się o transmisję) podstawy programowe dla poszczególnych etapów kształcenia. Mnie, rzecz jasna, najbardziej interesuje ta dotycząca języka polskiego. Pierwsze skojarzenie – Ctrl+C, Ctrl+V, jednak w sumie nie można było spodziewać się czegoś zupełnie innego. Ale do rzeczy… Komentarz na gorąco!
Kategoria: Szkoła
Z życia nauczyciela języka polskiego
Teksty o szkole, edukacji, nauczaniu, prawie oświatowym, również o języku polskim itp., czyli tym, czym żyje nauczyciel. Po prostu szkoła!
-

Kurtka, kino i rodzicielstwo bliskości
Jestem w kinie z klasą piątą. Nasi już siedzą, wchodzą kolejni uczniowie, z innych szkół. Chłopak, również klasa piąta, zajmuje miejsce w rzędzie przede mną. Ściąga kurtkę i zawiesza ją w taki sposób, że całość odzienia jest na zewnątrz oparcia…
– Może lepiej zawieś tę kurtkę odwrotnie. Akurat tu sięgam butami i mogę ci po prostu ubrudzić kurtkę… – mówię do chłopaka, nie ukrywam, z lekka wysoka.
– A dziękuję panu! Bo ja się nie znam na wieszaniu kurtek i teraz będę już wiedział na przyszłość. Dziękuję! – Chłopak wstaje, przewiesza kurtkę i zajmuje swoje miejsce.
Z koleżanką zbieramy szczęki z podłogi.
Co nas zaskoczyło?
Może to Was zdziwi, ale uprzejmość młodzieńca. Szczerze, to byłem przygotowany na jakąś nieodpowiednią odzywkę, może nawet pyskówkę. Niestety, z tym się najczęściej można obecnie spotkać w szkole. I drugie niestety, na taką odpowiedź najczęściej jestem nastawiony. A tu? Jak opowiedziałem o tym zdarzeniu żonie, skwitowała to tylko słowem “bliskościowiec”. I coś w tym jest!
Brak czasu
Będąc pod wpływem mojej Żony 😉 <klik do Jej fantastycznego bloga>, uczę się rodzicielstwa, tacierzyństwa bliskości. Wychodzi różnie, jednak kto nie próbuje, ten przegrywa. Mając kolejne wzloty i upadki, dochodzę do wniosku, iż i w szkołach przydałby się coś identycznego – nauczycielstwo bliskości.
Brakuje jednak czasu, niestety. 25 osób w klasie, 45 minut lekcji. Sprawy administracyjne, powtórka, nowe zagadnienie, utrwalenie innych, bach!, i już dzwoni. Owszem, jest tzw. indywidualizacja, ale w bardzo znikomym stopniu. Nie chcę powiedzieć, że na papierze, bo to kłamstwo. Jednak można byłoby w tej kwestii zrobić więcej.
A czasami aż by się chciało zatrzymać, porozmawiać, lepiej poznać, zgłębić temat… I nie chodzi tylko o sprawy wychowawcze. Czasami coś wyjdzie z samej lekcji. I czasami “poddaję się” i ciągnę dany wątek przez dwie, trzy lekcje. Oczywiście kosztem czegoś innego.
Płaczący na schodach
Pamiętam taką scenę… Chłopak stoi na schodach, płacze, kurczowo trzyma się barierki. Nad nim dwóch dyżurujących, którzy już powinni być na boisku, a tu problem, bo ten jeden nie chce zejść. Dlaczego nie chce? Bo zmieniono im salę lekcyjną i chciał się szybko spakować, aby zdążyć… Do teraz żałuję, że go “nie przejąłem”, bo sprawę można było załatwić inaczej. Tak uważam…
Kij ma dwa końce
Problem jest bardziej złożony. Zarówno w nas, rodzicach, jak również w nas, nauczycielach. Niezłe mam rozdwojenie, chociaż muszę stwierdzić, że nie umiem żyć w wychowawczym rozdwojeniu. Do uczniów podchodzę tak, jakbym chciał, żeby podchodzono do mojego syna. “Raz jestem Mr Jekyll, raz Mr Hyde”. Raz jestem Pan Belfer, a raz Tata Stasia… – nic z tych rzeczy!
Dlaczego złożoność, a w sumie problem, leży zarówno w rodzicach i w nauczycielach? Jedni nie mają czasu, inni chęci, wszyscy są przekonani, że wiedzą najlepiej. A ja kiedyś usłyszałem, że nikt nie rodzi się rodzicem i tego także należy się uczyć. Z kolei studia pedagogiczne nie czynią jeszcze z człowieka pedagoga.
PS. Link do bloga matkatylkojedna.pl, która opublikowała historię z metra <klik>.
-

Subiektywny przegląd muzyki patriotycznej
Stroje apelowe, akademia, sztandar szkoły, hymn państwowy odśpiewany… Wiersze, widowiska, przemowy. Obchody 11 listopada, czyli Dnia Niepodległości to obowiązkowy punkt w kalendarzu szkolnym. I nie ważne jaka opcja polityczna akurat jest u władzy.
W TV z kolei będą przemówienia, wspomnienia, wykłady historyczne, relacje.
Osobiście proponuję na ten czas subiektywny przegląd muzyki patriotycznej – nieco innej od tej tradycyjnej (którą także uwielbiam i przy różnych okazjach sobie słucham). Jednak każde pokolenie pisze własną tradycję, zachowując pamięć o czasach minionych. Stąd też w moim zestawieniu nieco inne brzmienie.
-

Czy ktoś jeszcze czyta poezję?
Postawię śmiałą tezę, iż większość z nas, ostatni raz do czynienia z poezją miała w szkole. Gimnazjum, technikum lub w liceum. Ktoś może jeszcze na studiach. Niezależenie od poziomu szkoły, mało kto czyta wiersze. Oczywiście, znamy nazwiska: Mickiewicz, Słowacki, Norwid, Kochanowski, Szymborska oraz Miłosz. Czy jeszcze ktoś? Poezja…
Teoretycznie
Z pewnymi pojęciami zapewne także spotkaliśmy się w szkole. Podmiot liryczny, wers, rym, rytm, strofa, epitet, porównanie, metafora, oksymoron, animizacja, przerzutnia, średniówka… Ktoś jeszcze coś pamięta? Myślę, że tak, gdyż poloniści-terroryści z pewnością odcisnęli nie małe piętno na psychice, nakazują analizę i interpretację utworów poetyckich. Szukaliśmy więc środków stylistycznych, określaliśmy rodzaj liryki, zastanawialiśmy się dlaczego ten akurat przecinek albo myślnik stoi w tym, a nie innym miejscu.
W końcu sprawdzaliśmy czy przypadkiem biografia autora nie odcisnęła piętna na utworze. A może jakieś wydarzenie z ówczesnej historii lub aktualnie panująca moda literacka wpłynęły na tematykę, wykorzystane motywy albo samą formę wiersza?
Byliśmy badaczami, analizatorami, którzy z laboratoryjną dokładnością preparowali kolejne wersy, ba!, zgłoski, aby dowiedzieć się, co też podmiot liryczny chce nam przekazać. Sam jestem już z czasów, gdzie pytanie “Co autor miał na myśli?” było faux pas.
Tylko po co?
Pytanie o celowość nauki zagadnień teoretycznoliterackich jest powtarzane przez wielu, niemalże jak mantrę. Nikomu w życiu przecież ta wiedza się nie przyda. Podobnie jak budowa pantofelka oraz rozłożenie surowców mineralnych w zachodniej Kanadzie. Nawet w ostatnim tygodniu przeczytałem na Facebooku, iż szkoła nie przygotowuje do życia i że życia w niej się nie nauczymy.
Miałem ochotę odpisać, jednak zabrakło mi słów, a chyba jeszcze bardziej chęci. O celowość nauczania analizy wierszy, składni zdania albo odmiany przez przypadki liczebników wielowyrazowych już po prostu nie chce toczyć mi się batalii. Chociaż podskórnie czuję, że powinienem, że muszę?
Bo tak!
Chciałoby się krzyknąć krótkie i zwięzłe “Bo tak!”, ucinając temat. Ale to nie jest odpowiedź. W głębi serca jednak czuję, że choćbym nie wiem jakich argumentów używał, jak tłumaczył, przekonywał, to i tak, jakbym walił grochem o ścianę.
A dla mnie jest jeden, fundamentalny argument. Szkoła ma wyposażyć człowieka w jak najszerszą wiedzę ogólną! Bo tylko posiadając szeroki zasób informacji i odpowiednich umiejętności, które pozwolą z tej wiedzy odpowiednio korzystać, odnaleźć miejsca, gdzie można zdobyć nowe wiadomości oraz dokonać ich selekcji. Jednak szeroka wiedza ogólna to sedno sprawy – nie, nie taka encyklopedyczna, chociaż (tu wrócę do poezji) nauka na pamięć pewnych rzeczy jest też dobrym ćwiczeniem mózgu.
Owszem, większość rzeczy zapomnimy, znikną w czeluściach pamięci i pewnie nigdy już nam nie będą potrzebne. Niemniej ktoś, gdzieś, kiedyś o tym powiedział, kazał się nauczyć… Ciebie może to nie zainteresowało, ale osobie, siedzącej dwie ławki przed Tobą nagle skoczyło ciśnienie i dzisiaj jest światowej sławy analitykiem drobnoustrojów, pracującym właśnie nad szczepionką na raka.
Po co nam daty na historii? Tak, większość zapomnimy. Jednak zakuwanie tych cyferek pozwoli nam w przyszłości przynajmniej na umiejscowienie w czasie pewnych wydarzeń. Bo nad samym sensem nauki historii nie będę dyskutował – historię znać trzeba. Choćby po to, aby w kampanii wódki nie wykorzystać zdjęcia rannego, niesionego przez kolegów, mężczyzny. A na owej fotce walnąć w dodatku słowo “melanż”.
O problemie zrozumienia frazeologizmów już pisałem <klik>.
Prawdopodobnie powtórzę już tę myśl, wyrażoną przez jednego z prowadzących zajęcia na kursie kwalifikacyjnym, jakiego byłem uczestnikiem w zeszłym roku szkolnym. Omawialiśmy wtedy zagadnienie reformy systemu szkolnictwa. Pan, moim zdaniem celnie, dlatego powtarzam to za każdym razem, kiedy jest ku temu okazja, stwierdził, iż obecny system kształci specjalistów. Potrzebna jest jednak szeroka wiedza ogólna, gdyż rozwój postępuje w tak szybkim tempie, iż tak czy siak, staniemy się specjalistami w bardzo wąskiej dziedzinie. Nie może jednak nam zabraknąć wiedzy ogólnej (i umiejętności!)
Wróćmy do poezji
Poezja tak naprawdę była tylko przyczynkiem do napisania tego posta. Na dobrą sprawę, wiersze są nikomu nie potrzebne. Jednak cywilizacja je “wyprodukowała”. O zgrozo! To z wiersza wywodzi się cała literatura. Poezja stała się więc dla mnie swego rodzaju papierkiem lakmusowym.
Zgodzę się z tymi, którzy twierdzą, że większość rzeczy zapomnimy. Zdecydowanie nie zgodzę się natomiast, iż jest to pozbawione sensu.
-

Krótka refleksja z okazji Dnia Nauczyciela
Dzień Nauczyciela – dzień, w którym oponenci patrzą na nas trochę mniej pogardliwie i złośliwie. Dzień, w którym usłyszymy parę dobrych i ciepłych słów. Dzień Nauczyciela, a właściwie Święto Komisji Edukacji Narodowej, przypadający 14 października, to dobra okazja do pomyślenia… Choć czasami już wolę nie myśleć. 🙂
-

Reforma edukacji by PiS, cz. 2 – siatka godzin
Dzisiaj, w ramach cyklu “reforma edukacji by PiS”, biorę się za siatkę godzin, czyli ile i czego będą się uczyć milusińscy w zreformowanej szkole. Jednak pod hasłem “czego?” proszę nie oczekiwać konkretów (czyt. podstawy programowej), tylko nazwy przedmiotu. Postaram się także trochę to rozpisać na lata. Zatem zaczynamy.
-

Reforma edukacji by PiS cz. 1
Tym wpisem rozpoczynam serię postów dotyczących reformy edukacji. Myślę, że temat jest na tyle interesujący, iż warto poświęcić mu trochę uwagi. Po drugie – dotyczy przede wszystkim dzieci/uczniów, ale także rodziców. Co ma zatem powiedzieć tata, który jest belfrem? Nauczycieli bowiem zmiany także nie ominą.
Dzisiaj o dwóch aspektach reformy: egzamin ósmoklasisty oraz gimnazjum.
-

10 rzeczy, których prawdopodobnie nie wiesz o “Quo vadis?”
“Quo vadis” Henryka Sienkiewicza zostało w tym roku wybrane na lekturą Narodowego Czytania. Dzieło polskiego noblisty swego czasu było prawdziwym hitem. Choć i teraz, mimo upływu lat, ma swoich wiernych fanów.
W 2016 roku jest 120. rocznica wydania dzieła.
10 rzeczy, których prawdopodobnie
nie wiesz o “Quo vadis?”1. Henryk Sienkiewicz nie otrzymał literackiego Nobla za “Quo vadis?”
Powszechnie panuje opinia, że w 1905 roku Sienkiewicz otrzymuje Nobla właśnie za “Quo vadis?”. W preambule użyto jednak słów because of his outstanding merits as an epic writer [w wolnym tłum. ze względu na jego wybitne zasługi jako pisarza epickiego].
2. Mógł, ale nie zarobił.
H. Sienkiewicz dzięki “Quo vadis?” mógł zostać bardzo bogatym milionerem. Niestety, jako obywatel Imperium Rosyjskiego, nie otrzymywał wpływów ze sprzedaży dzieła za granicą, bowiem Rosja nie przystąpiła do konwencji berneńskiej – na jej podstawie chroniono prawa autorskie. Także samo Imperium nic nie zapłaciło Sienkiewiczowi – dla nich był pisarzem obcojęzycznym (źródło: klik). W przytaczanym źródle przeczytamy, iż Anglojęzyczny tłumacz Jeremiasz Curtin ze Stanów Zjednoczonych za pieniądze z tłumaczenia tej powieści pojechał wraz z żoną w podróż dookoła świata.
3. Aż 6 ekranizacji
“Quo vadis?” doczekało się aż 6 ekranizacji: 3 włoskich, amerykańskiej, francuskiej oraz polskiej. Ta francuska pochodzi z roku… 1901. Był to film niemy.
4. Przetłumaczona na ponad 50 języków
Oprócz wszystkich języków europejskich, dzieło Sienkiewicza przeczytamy także m.in. po japońsku, chińsku, koreańsku, wietnamsku lub arabsku.
5. Jest problem z samym tytułem powieści…
Wikipedia podaje ich cztery:
- Quo vadis
- Quo vadis?
- Quo vadis: Powieść z czasów Nerona
- Quo vadis?: Powieść z czasów Nerona
6. Sam tytuł został zaczerpnięty z legendy…
Kiedy św. Piotr uciekał z Rzymu, na drodze spotkał Chrystusa, idącego w przeciwnym kierunku. Pierwszy Papież miał zapytać „Quo vadis, Domine?” – „Dokąd idziesz, Panie?”, a Chrystus odpowiedzieć :”Wracam do Rymu, aby tam powtórnie mnie ukrzyżowano.” W miejscu, w którym doszło do spotkania stoi mały kościółek.
7. Jeszcze o popularności
Na przełomie XIX i XX wieku, “Quo vadis?” było najpopularniejszą powieścią na świecie. Rozdawano ją nawet gościom w najlepszych hotelach.
8. Kontynuacja?
Martin Abram, na podstawie sienkiewiczowskiego “Quo vadis?”, oparł fabułę swojej powieści pt. “Quo vadis. Trzecie tysiąclecie” – jej akcja rozgrywa się w XXII wieku.
Jak przeczytam, napiszę czy warto! 😉
9. Książka, którą musisz przeczytać przed śmiercią
I na koniec ciekawostka z list światowych. W 2010 roku powieść Sienkiewicza była jedyną polską pozycja na liście 1001 Books: You Must Read Before You Die, zajmując 795. pozycję.
PS. Zdjęcie to pierwodruk Quo vadis w Gazecie Polskiej / Fot. Adrianna Adamek-Świechowska (źródło: klik)
-

Rok niepewności
Nie, że wolno się zbliża! Już się zaczął kolejny rok szkolny w mojej karierze. Konferencja inaugurująca za mną, plany poczynione. Można zaczynać… (więcej…)
-

Bajka bajce nierówna
We wpisie dotyczącym “Samolotów” <klik> wspomniałem, że nie mogę napisać, iż uwielbiam bajki, ponieważ odzywa się wtedy belferska część mojej duszy. Bajka jest to bowiem utwór epicki pisany prozą lub wierszem, zawierający naukę moralną, czasem o charakterze satyrycznym – definicja za encyklopedia.pwn.pl. W źródle znajdziecie jeszcze więcej informacji.
Na lekcjach najczęściej podaję, że bajka to krótki utwór wierszowany, którego bohaterami są najczęściej zwierzęta, zawierająca morał lub pointę (można pisać także puenta). Bohaterowie reprezentują określone cechy ludzkie, są alegoriami zachowań ludzi. Osioł jest zatem uparty, mrówka pracowita, a owca łatwowierna – to tylko kilka przykładów.
Najbardziej znane bajki, na naszym, polskim gruncie, to utwory Ignacego Krasickiego, które gorąco polecam. Lektura krótka, przyjemna, jak również pouczająca <klik>.
Morał a pointa
Jaka jest różnica między morałem a pointą? Najprościej – morał wysnuwamy, wyciągamy, natomiast pointa jest podana wprost.
Jeśli więc mówimy, że w telewizji leci bajka, to potocznie zapewne się zrozumiemy. Patrząc przez pryzmat teorii literatury przekaz byłby nieprecyzyjny. To tak tylko, aby wiedzieć nieco więcej! 😉