Blog

  • Podsumowanie A. D. 2016 – blog

    Podsumowanie A. D. 2016 – blog

    Koniec roku kalendarzowego sprzyja robieniu podsumowań. Chyba, że się pracuje w szkole – wtedy takowe robi się dwa razy w roku – w styczniu i czerwcu, ale to już inna bajka.

    Ad rem! Dzisiaj kilka słów opisujących Anno Domini 2016. Główna oś tego wpisu to blog “e-polonista”.

    (więcej…)

  • John Flanagan: Drużyna cz. 6 – Nieznany ląd

    John Flanagan: Drużyna cz. 6 – Nieznany ląd

    Istnieją autorzy, których publikacje czytam z zapartym tchem, wypatrując oraz wyczekując wszelkich nowości. A kiedy już pojawia się informacja, że coś się pojawi, serce zaczyna bić szybciej. Tym razem jednak coś przegapiłem. Nakładem Wydawnictwa Jaguar ukazał się szósty już tom Drużyny – Nieznany ląd, pióra Johna Flanagana.

    I znowu dałem się kupić…

    (więcej…)

  • Jaki ten internet zły

    Jaki ten internet zły

    “Jaki ten internet jest zły…” – tak sobie pomyślałem w czasie prelekcji nt. zagrożeń w sieci. Na co powinni uważać prowadzący, którzy przygotowują takie spotkania? Dlaczego jestem zniesmaczony? Jakie mogę być konsekwencje takich wykładów?

    Internetowe zagrożenia wobec dziecka

    “Internetowe zagrożenia wobec dziecka” – pod takim tytułem odbyło się wspominane spotkanie dla rodziców. Prelegentka w pół godzinnej prezentacji pokazywała rodzicom ciemną stronę Internetu, prezentując jak wiele zła czai się w sieci. I myślę, że niektórym rodzicom oczy szeroko się otworzyły.

    Tubylcy i imigranci

    Chociaż uważam się za człowieka młodego, zaliczam się do internetowych imigrantów. Nie jestem przedstawicielem pokolenia, które dorastało w epoce komputera, o Internecie już nawet nie wspominam. To pierwsze było rzadkością, drugie stało się powszechnie dostępne, kiedy już kończyłem epokę “nastolatkowania”. Ba! Pierwszy telefon komórkowy miałem dopiero na studiach… Kiedy opowiadam o tym swoim uczniom, mniej więcej młodszych ode mnie zaledwie o dwie dekady, patrzą na mnie z niedowierzaniem. Czasami po prostu nie wiedzą o czym w ogóle mówię?

    Z pojęciami “cyfrowych tubylców” i “cyfrowych imigrantów” spotkałem się po raz pierwszy na zajęciach z technologii informacyjnej. Prowadzący powiedział coś w stylu, iż możemy się nie chcieć, zżymać się, nie wchodzić w tę tematykę. Jednak musimy pamiętać, iż nasi przyszli uczniowie już tam są. I to my musimy ich w tej sferze gonić. Oni bowiem – uczniowie – są tubylcami w cyfrowym świecie.

    Nieco więcej na ten temat: <klik>, <klik>, blog “Cyfrowi tubylcy” <klik>, <klik>.

    Dobra strona mocy

    Wrócę więc do wspominanego spotkania dla rodziców nt. internetowych zagrożeń.

    Moim skromnym zdaniem (no dobra, nieskromnym), prowadzący takie spotkania powinni jednak te pięć minut poświęcić i pokazywać dobrą stronę sieci. Po pierwsze, w szkołach są dzieci, których rodzice nie są do końca obeznani z zagadnieniem multimediów. Pewne pojęcia są im po prostu obce.

    Po drugie – po tej prelekcji jakoś trudno na lekcji mi było powiedzieć uczniom, żeby zajrzeli do Internetu i sprawdzili sobie taką, a taką stronę. Sytuacja patowa – przychodzi delikwent do domu i powie, że pan zachęcał do korzystania z Internetu. “Jak to zachęca? Przecież w szkole mówili, żeby ograniczać… ” – pomyśli sobie rodzic. I klops.

    Chcę wierzyć, iż rodzic zapyta dokładnie o polecane przeze mnie strony. Więcej – poprosi syna/córkę, aby mu pokazał, co to jest? I tym sposobem może trafi na bloga przedmiotowego… Zobaczy wtedy, iż materiał z lekcji zamieszczam (staram się!) w Internecie, że może sprawdzić, zweryfikować notatkę swej pociechy, że istnieją gry edukacyjne.

    Szarości

    Nie neguję samej prelekcji. Nie podobała mi się jednak jej jednostronność. Owszem, czasu było mało, ale to nie usprawiedliwia jakości przekazu.

  • WWW – wybrakowana, wybiórcza wiedza

    WWW – wybrakowana, wybiórcza wiedza

    WWW – wybrakowana, wybiórcza wiedza. Takie słowa nasuwają mi się, kiedy czytam, słucham o reformie edukacji, jaka ma rozpocząć się we wrzeniu 2017 roku. Uczniowie obecnych klas szóstych, niestety, zostają poniekąd skazani na to WWW. W wyniku wprowadzenia nowej podstawy programowej, bez przejściowego dokumentu, szóstoklasiści nie odbędą całego kursu fizyki albo chemii, ale nie tylko. Dotyczy to także języka polskiego.

    (więcej…)

  • Jak napisać świąteczne życzenia?

    Jak napisać świąteczne życzenia?

    Do świąt Bożego Narodzenia już niedługo. Może ktoś pamięta jeszcze, że w tym czasie wysyła się kartki pocztowe. Wypisywane ręcznie. W kopercie lub bez. Czy ktoś jeszcze to robi? Dzisiaj kilka rad, jak napisać świąteczne życzenia.

    (więcej…)

  • Najnowszy kanon lektur w szkole podstawowej

    Najnowszy kanon lektur w szkole podstawowej

    Najnowsza podstawa programowa wprowadza “najnowszy” kanon lektur w szkole podstawowej. Co się zmieniło? Co dodano, a co odjęto? Jak zwykle subiektywny komentarz młodego polonisty.
    Na marginesie, Żona wczoraj mi powiedziała, żebym już nie jechał na haśle “młodego” polonisty, bo młody to już nie jestem. Do mianowania jeszcze jestem! 😉

    (więcej…)

  • Najnowsza podstawa programowa z języka polskiego

    Najnowsza podstawa programowa z języka polskiego

    Dzisiaj, 30 listopada 2016 r., Ministerstwo Edukacji Narodowej opublikowało (wcześniej prezentując – TVP Info jakoś nie pokusiło się o transmisję) podstawy programowe dla poszczególnych etapów kształcenia. Mnie, rzecz jasna, najbardziej interesuje ta dotycząca języka polskiego. Pierwsze skojarzenie – Ctrl+C, Ctrl+V, jednak w sumie nie można było spodziewać się czegoś zupełnie innego. Ale do rzeczy… Komentarz na gorąco!

    (więcej…)

  • Harry Potter i przeklęte dziecko – przeczytane

    Harry Potter i przeklęte dziecko – przeczytane

    Dzięki uprzejmości uczennicy, Harry Potter i przeklęte dziecko , przeczytałem. I choć do ósmej już części przygód czarodzieja z Wysp Brytyjskich podchodziłem z dystansem, przyznam, że się nie zawiodłem. Pisałem zresztą <klik> pół roku temu, iż będzie to hit wydawniczy jesieni. Myślę, że się nie pomyliłem.

    (więcej…)

  • Kurtka, kino i rodzicielstwo bliskości

    Kurtka, kino i rodzicielstwo bliskości

    Jestem w kinie z klasą piątą. Nasi już siedzą, wchodzą kolejni uczniowie, z innych szkół. Chłopak, również klasa piąta, zajmuje miejsce w rzędzie przede mną. Ściąga kurtkę i zawiesza ją w taki sposób, że całość odzienia jest na zewnątrz oparcia…

    – Może lepiej zawieś tę kurtkę odwrotnie. Akurat tu sięgam butami i mogę ci po prostu ubrudzić kurtkę… – mówię do chłopaka, nie ukrywam, z lekka wysoka.

    – A dziękuję panu! Bo ja się nie znam na wieszaniu kurtek i teraz będę już wiedział na przyszłość. Dziękuję! – Chłopak wstaje, przewiesza kurtkę i zajmuje swoje miejsce.

    Z koleżanką zbieramy szczęki z podłogi.

    Co nas zaskoczyło?

    Może to Was zdziwi, ale uprzejmość młodzieńca. Szczerze, to byłem przygotowany na jakąś nieodpowiednią odzywkę, może nawet pyskówkę. Niestety, z tym się najczęściej można obecnie spotkać w szkole. I drugie niestety, na taką odpowiedź najczęściej jestem nastawiony. A tu? Jak opowiedziałem o tym zdarzeniu żonie, skwitowała to tylko słowem “bliskościowiec”. I coś w tym jest!

    Brak czasu

    Będąc pod wpływem mojej Żony 😉 <klik do Jej fantastycznego bloga>, uczę się rodzicielstwa, tacierzyństwa bliskości. Wychodzi różnie, jednak kto nie próbuje, ten przegrywa. Mając kolejne wzloty i upadki, dochodzę do wniosku, iż i w szkołach przydałby się coś identycznego – nauczycielstwo bliskości.

    Brakuje jednak czasu, niestety. 25 osób w klasie, 45 minut lekcji. Sprawy administracyjne, powtórka, nowe zagadnienie, utrwalenie innych, bach!, i już dzwoni. Owszem, jest tzw. indywidualizacja, ale w bardzo znikomym stopniu. Nie chcę powiedzieć, że na papierze, bo to kłamstwo. Jednak można byłoby w tej kwestii zrobić więcej.

    A czasami aż by się chciało zatrzymać, porozmawiać, lepiej poznać, zgłębić temat… I nie chodzi tylko o sprawy wychowawcze. Czasami coś wyjdzie z samej lekcji. I czasami “poddaję się” i ciągnę dany wątek przez dwie, trzy lekcje. Oczywiście kosztem czegoś innego.

    Płaczący na schodach

    Pamiętam taką scenę… Chłopak stoi na schodach, płacze, kurczowo trzyma się barierki. Nad nim dwóch dyżurujących, którzy już powinni być na boisku, a tu problem, bo ten jeden nie chce zejść. Dlaczego nie chce? Bo zmieniono im salę lekcyjną i chciał się szybko spakować, aby zdążyć… Do teraz żałuję, że go “nie przejąłem”, bo sprawę można było załatwić inaczej. Tak uważam…

    Kij ma dwa końce

    Problem jest bardziej złożony. Zarówno w nas, rodzicach, jak również w nas, nauczycielach. Niezłe mam rozdwojenie, chociaż muszę stwierdzić, że nie umiem żyć w wychowawczym rozdwojeniu. Do uczniów podchodzę tak, jakbym chciał, żeby podchodzono do mojego syna. “Raz jestem Mr Jekyll, raz Mr Hyde”. Raz jestem Pan Belfer, a raz Tata Stasia… – nic z tych rzeczy!

    Dlaczego złożoność, a w sumie problem, leży zarówno w rodzicach i w nauczycielach? Jedni nie mają czasu, inni chęci, wszyscy są przekonani, że wiedzą najlepiej. A ja kiedyś usłyszałem, że nikt nie rodzi się rodzicem i tego także należy się uczyć. Z kolei studia pedagogiczne nie czynią jeszcze z człowieka pedagoga.

    PS. Link do bloga matkatylkojedna.pl, która opublikowała historię z metra <klik>.

  • Subiektywny przegląd muzyki patriotycznej

    Subiektywny przegląd muzyki patriotycznej

    Stroje apelowe, akademia, sztandar szkoły, hymn państwowy odśpiewany… Wiersze, widowiska, przemowy. Obchody 11 listopada, czyli Dnia Niepodległości to obowiązkowy punkt w kalendarzu szkolnym. I nie ważne jaka opcja polityczna akurat jest u władzy.

    W TV z kolei będą przemówienia, wspomnienia, wykłady historyczne, relacje.

    Osobiście proponuję na ten czas subiektywny przegląd muzyki patriotycznej – nieco innej od tej tradycyjnej (którą także uwielbiam i przy różnych okazjach sobie słucham). Jednak każde pokolenie pisze własną tradycję, zachowując pamięć o czasach minionych. Stąd też w moim zestawieniu nieco inne brzmienie.

    (więcej…)